O 15-tej edycji Międzynarodowego Festiwalu Teatralnego Retroperspektywy, o sztuce jako broni wobec współczesnych kryzysów, o trosce o dostępność w kulturze i próbach tworzenia wspólnoty z widzem – z Tomaszem Rodowiczem i Olą Shayą rozmawia Joanna Kocemba-Żebrowska.
Joanna Kocemba-Żebrowska: Tematem 15. edycji Retroperspektyw są WYWROTY. To hasło otwarte na wiele interpretacji – można je odczytywać w wymiarze politycznym, społecznym, estetycznym. W programie tegorocznego festiwalu znalazło się kilka mocnych propozycji, które podejmują tematy związane ze współczesnymi konfliktami i kryzysami: tragedią ludobójstwa w Strefie Gazy, wojną w Ukrainie czy naszym uwikłaniem w mechanizmy tworzone przez sztuczną inteligencję. Dlaczego uważacie, że właśnie teatr – i szerzej, sztuka – jest dobrym miejscem do rozmowy o możliwościach wywrotu?
Tomasz Rodowicz: Sztuka jest przestrzenią neutralną. Każdy może się wypowiadać, nie reprezentując opcji politycznych, religijnych czy jakichkolwiek innych. Może przemawiać ze swojego ludzkiego punktu widzenia, stawiać trudne pytania, wyrażać niezgodę. Dziś tego bardzo potrzebujemy, wszystko się przecież sypie, nie tak miał wyglądać ten świat. Ludzie odczuwają lęk, zakleszczają się, łapią się skrajności, które dają im ułudę gwarancji przetrwania. Stąd wywroty – żeby wywracać świat do góry nogami, otwierać ludzi, zachęcać ich, by odważyli się myśleć inaczej.
Dziś tego bardzo potrzebujemy, wszystko się przecież sypie, nie tak miał wyglądać ten świat
Ola Shaya: Uważam, że świat należy do wielkiej polityki, a my jako zwykli ludzie raczej nie mamy wpływu na jego losy. Jednak te spektakle, o które pytasz, narodziły się z buntu przeciwko temu, co się dzieje. Są sposobem na wyrażenie niezgody. Dla wielu artystów sztuka jest bronią. „Fucking Truffaut” Bliadski Circus Queelective ciekawie to odwraca – zamiast mówić o teatrze, który walczy, pokazuje artystkę, która sama znalazła się na wojnie. Co więcej, queerowy język spektaklu, łączący kabaret, groteskę i dokument, pozwala mówić o przemocy bez wpisywania jej w patos i heroiczne narracje.
Rozumiem, choć warto dodać, że sztuka nie zawsze jest przestrzenią wolności. Artyści również podlegają rozmaitym wpływom i naciskom, bywają chociażby uzależnieni od instytucji czy grantodawców, w skrajnych przypadkach sztuka może stać się narzędziem propagandy. Dla Was chyba jednak dużą wartością jest niezależność w sztuce i tym również kierowaliście się układając program?
T. R.: Nie chcieliśmy się posługiwać kategorią niezależności jako kluczem wyboru. Oczywiście pytanie o to, czy za jakimś rodzajem myślenia w sztuce nie stoi ideologia, zawsze istnieje. Bardzo nam zależało jednak na tym, żeby Retroperspektywy były miejscem różnorodnych spotkań i wypowiedzi. Buntujemy się przeciwko wszelkim ograniczeniom, zamykaniom, zakleszczeniom, manipulacjom, które występują obecnie na wszystkich frontach. Chcielibyśmy też, żeby ten festiwal ludzi otwierał i żeby bańki pękały.
Układając program, bardzo zależało mi na zachowaniu równowagi – żeby obok teatru zaangażowanego, podejmującego ważne tematy polityczne i społeczne, znalazło się też miejsce na lżejsze, bardziej swobodne formy. Retroperspektywy stawiają pytania o sens życia i o rzeczywistość, która nas otacza, ale chcemy zadawać je w różny sposób i docierać do możliwie szerokiego grona odbiorców
Jak w takim razie pogodzić tę otwartość, zapraszanie do dialogu i wychodzenie poza własne bańki z prezentowaniem sztuki, która bywa wymagająca i niekoniecznie łatwo dostępna dla szerokiej publiczności?
O.S.: Układając program, bardzo zależało mi na zachowaniu równowagi – żeby obok teatru zaangażowanego, podejmującego ważne tematy polityczne i społeczne, znalazło się też miejsce na lżejsze, bardziej swobodne formy. Retroperspektywy stawiają pytania o sens życia i o rzeczywistość, która nas otacza, ale chcemy zadawać je w różny sposób i docierać do możliwie szerokiego grona odbiorców. Mam poczucie, że jedną z odpowiedzi na to, co trudnego i niepokojącego dzieje się wokół nas, może być sztuka, a szczególnie jej wspólnotowe przeżywanie. Dlatego w tym roku proponujemy również przedstawienia, które są otwierające i bardzo mocno wpisują się w inne, bardziej dosłowne rozumienie hasła „WYWROTY”, oparte na akrobatyce, żonglerce, ruchu i teatrze fizycznym. Mam na myśli to, że po raz pierwszy zapraszamy na kilka spektakli artystów z różnych stron świata reprezentujących nurt Nowego Cyrku, który w Łodzi wciąż jest obecny stosunkowo rzadko. To cyrk bez zwierząt, oparty na niezwykłych możliwościach ludzkiego ciała, ale też na wyobraźni, relacji i emocjach. Szczególnie zachęcamy do tych przedstawień osoby, które rzadko chodzą do teatru albo nigdy wcześniej w nim nie były – żeby przyszły, otworzyły się na nowe doświadczenie i po prostu dały się zaskoczyć. W programie znalazły się między innymi piękny i zabawny fiński spektakl dla młodszej publiczności „Piste, piste, piste”, zapierający dech w piersiach „Common Ground” międzynarodowego kolektywu cyrkowego oraz „Spektrum” Fundacji Sztukmistrze z Lublina, jednego z najbardziej rozpoznawalnych w Polsce zespołów łączących teatr i nowy cyrk.
W programie festiwalu znalazło się także wiele propozycji skierowanych do dzieci i młodzieży oraz – nowość na Retroperspektywach – bilet branżowy w obniżonej cenie dla pracowników kultury. Moglibyście to skomentować?
O.S.: Od lat toczą się dyskusje o niskich wynagrodzeniach i braku odpowiednich zabezpieczeń socjalnych dla artystów i pracowników kultury, niestety wciąż bez przełomowych zmian. Ponieważ to właśnie ta grupa stanowi ważną część naszej publiczności, chcieliśmy wyjść jej naprzeciw i wprowadzić bilet branżowy w cenie 25 zł. Aby z niego skorzystać, wystarczy się z nami skontaktować i odebrać bilet w biurze festiwalowym przed wydarzeniem.
Jesteśmy bardzo za dostępnością do kultury, ale z drugiej strony, ze względu na szacunek do artystów, jesteśmy przeciwni wydarzeniom za darmo
T.R.: Jesteśmy bardzo za dostępnością do kultury, ale z drugiej strony, ze względu na szacunek do artystów, jesteśmy przeciwni wydarzeniom za darmo. Chcemy kształtować przekonanie, że za pracę artystów trzeba płacić i to godnie, żeby mogli tworzyć, a nie musieli podejmować się chałtur czy dorabiać w supermarketach.
O.S.: Jeśli chodzi o sztukę dla dzieci i młodzieży, to jej obecność w programie jest dla nas świadomym sposobem budowania przyszłej publiczności. Przede wszystkim jednak traktujemy to jako część naszej misji – chcemy rozwijać zainteresowanie kulturą, edukować i tworzyć przestrzeń, w której każdy może uczestniczyć w życiu artystycznym. Dlatego w programie znalazły się również spektakle bez słów, propozycje dostępne dla osób nieznających języka polskiego, a wybrane przedstawienia tłumaczymy na polski język migowy. Wierzymy, że sztuka nie powinna być elitarna – powinna być dostępna i otwarta na różne potrzeby i doświadczenia.
T.R.: Od wielu lat, na wiele sposobów staramy się utrzymać międzygeneracyjną publiczność. Organizujemy różne wydarzenia, prowadzimy grupy dziecięce i młodzieżowe. Z naszego doświadczenia wynika, że jeżeli zostawi się młodych ludzi samym sobie, to dzieją się złe rzeczy. Narażeni są na nową technologię, która kompletnie im pierze mózgi. Natomiast jeżeli da im się przestrzeń na możliwość kreatywnego spotkania z drugim człowiekiem, to ci ludzie są, że tak powiem „do uratowania”. Zresztą, twórcze pokłady dzieci są niewyobrażalne.
W programie festiwalu znalazł się spektakl „Brainrot” przygotowany przez Międzypokoleniową Grupę Teatralną CHOREA, w reżyserii Janusza Adama Biedrzyckiego i Magdaleny Paszkiewicz, którego twórcy poruszają najbardziej palące problemy współczesności. Pozostałe przedstawienia dla dzieci i młodzieży chyba jednak nie odnoszą się do tej problematyki społecznej tak wprost, prawda?
O.S.: Tak, w tym roku spektakle dla dzieci i młodzieży reprezentują gatunek Nowego Cyrku. Faktycznie, nie mają charakteru wywrotowego społecznie, są natomiast wywrotowe w inny, bardziej dosłowny sposób. Natomiast, ogólnie rzecz ujmując, uważam, że sztuka może być świetnym sposobem na rozmowę z dzieciakami na trudne tematy: o śmierci, zmianach klimatycznych, wojnie. Dzieci o tym słyszą, są tego ciekawe, trzeba ich traktować poważnie i z nimi o tym rozmawiać, na ich poziomie rozwoju emocjonalnego i poznawczego.
(...) uważam, że sztuka może być świetnym sposobem na rozmowę z dzieciakami na trudne tematy: o śmierci, zmianach klimatycznych, wojnie. Dzieci o tym słyszą, są tego ciekawe, trzeba ich traktować poważnie i z nimi o tym rozmawiać, na ich poziomie rozwoju emocjonalnego i poznawczego
T.R.: Bardzo zależy nam na tej międzygeneracyjności, o której już mówiłem i stąd nie do końca właściwie robimy program dla dzieci i dla dorosłych. Wszystkie przedstawienia dla dzieci są też dla dorosłych, w żadnym z nich nie ma wygłupów czy tanich chwytów. W każdym jest rodzaj radości i zabawy, która pochłania i wciąga, choć młodszych i starszych w różny sposób.
Wiem, że to jest dla Was ważne, wielokrotnie o tym mówiliście, że chcielibyście, aby festiwal był rodzajem spotkania z widzem, że istotny jest dla Was dialog z nim. Co robicie organizując Retroperspektywy, żeby umożliwić budowanie relacji z widzami?
O. S.: Rzeczywiście, bardzo zależy nam na tej relacji z publicznością. W tym roku główne wydarzenia festiwalu odbywają się od czwartku do niedzieli. Choć festiwal trwa 10 dni, od poniedziałku do środy robimy przerwę w regularnym programie – w tym czasie odbywają się jedynie działania w ramach rezydencji Roberta Haydena. Taki układ pozwala widzom uczestniczyć w festiwalu możliwie najpełniej, bez konieczności wybierania między wydarzeniami. Od pierwszej edycji festiwalu organizujemy także rozmowy pospektaklowe. Zależy nam na tym, aby widz po spektaklu nie został sam z własnymi myślami czy emocjami, tylko żeby umożliwić mu spotkanie i rozmowę. Po raz drugi zaprosiliśmy do czynnego udziału Studenckie Koło Naukowe Teatrologów UŁ. Studenci i studentki przygotowują Gazetę Festiwalową „Tupot”, w których interpretują wszystkie wydarzenia na swój sposób, a także prowadzą spotkania wychodzące od tematów poruszanych podczas festiwalu.
Najbardziej zależy nam na tym, żeby widz był u nas długo, faktycznie przychodził, po spektaklu mógł gdzieś usiąść i porozmawiać. Czuł się nie jak w teatrze tylko jak w domu
T. R.: Poszerzamy też przestrzeń festiwalową o nowych odbiorców i uczestników. W tym roku w programie znalazł się spektakl „Komedianci” przygotowany wspólnie przez zespół Autism Team i Teatr Chorea. Otwieramy drzwi dla kolejnego, zupełnie nowego środowiska, które ma swój język – zdumiewający, nieprawdopodobny, możemy się od nich uczyć kreatywności, kontaktu, myślenia na innym poziomach.
Najbardziej zależy nam na tym, żeby widz był u nas długo, faktycznie przychodził, po spektaklu mógł gdzieś usiąść i porozmawiać. Czuł się nie jak w teatrze tylko jak w domu.
O. S.: A jak ktoś nie ma ochoty na rozmowę, to może potańczyć. Tak układamy program festiwalu, żeby każdy wieczór kończył się koncertem lub imprezą taneczną. Chcemy w ten sposób stworzyć przestrzeń do wspólnego bycia – do rozmów i spotkań, ale też odreagowania i wyrażenia emocji poprzez ruch. Podczas imprezy publiczność miesza się z artystami, którzy po skończonym spektaklu przebierają się, przychodzą, rozmawiają i tańczą. To są doświadczenia wspólnotowe, w których znikają podziały na artystów i publiczność. Myślę, że to jest wyjątkowe i jednocześnie charakterystyczne dla tego festiwalu – ta potrzeba i możliwość wspólnego spędzenia czasu.
Inną cechą festiwalu Retroperspektywy, która się rzuca w oczy, jest jego interdyscyplinarność. To właściwie nigdy nie był festiwal tylko teatralny, choć taka jest jego nazwa, zgodzicie się?
T.R.: Zdecydowanie. Powiedziałbym, że często w ramach jednego wydarzenia przecina się muzyka, taniec, teatr, sztuka performance. Uważamy, że na pograniczach sztuk performatywnych dzieją się najciekawsze rzeczy. Sam teatr nie jest aż ciekawy, ani sam balet, ani koncert. Ale przecięcie teatru z muzyką, muzyki z performensem już tak. W programie tej edycji znalazł się chociażby koncert „Di/Strauss Technique” Ivo Dimcheva z Bułgarii, który jest światowej sławy performerem i śpiewakiem o cudownym głosie. To będzie partycypacyjne muzyczno-taneczne wydarzenie performatywne. Podczas swoich koncertów Ivo Dimchev angażuje publiczność i porusza bardzo prowokacyjne tematy. Niezwykle otwiera tym ludzi. To tylko taki przykład wydarzenia, które jest jednocześnie teatrem, performancem i koncertem.
A opowiedzcie też trochę, jak wygląda Wasza praca nad programem festiwalu. W zespole kuratorskim jest jeszcze Maja Caban i Małgorzata Lipczyńska. Czy jeździcie i oglądacie spektakle na żywo? Czy dużo dyskutujecie? Czy raczej się ze sobą zgadzacie?
T. R.: Jeździmy za mało, powinniśmy wszystko oglądać na żywo, tak jak to robią poważni dyrektorzy festiwalów. Nagranie jest zawsze tylko nagraniem, lepszym lub gorszym. Nie jeździmy, bo nie mamy na to pieniędzy. Część spektakli widzieliśmy na żywo, ale powinniśmy zobaczyć je wszystkie. Raczej więc zbieramy informacje: przez wiadomości do znajomych, Internet, programy innych festiwali. Potem się nimi dzielimy. Nigdy decyzja nie jest podejmowana przez jedną osobę. Oglądamy nagranie i dyskutujemy. Czasem się mocno kłócimy. Prosimy artystów o przesłanie pełnego opisu technicznego, żebyśmy wiedzieli, czy jesteśmy w stanie zorganizować pokaz. Finanse też mają znaczenie. Ja strasznie chciałem zaprosić jedno przedstawienie, ale się okazało za drogie.
O. S.: A ja może dodam, że jesteśmy obecnie w dość komfortowej sytuacji, ponieważ w ubiegłym roku otrzymaliśmy dwa trzyletnie granty – z Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego oraz z Miasta Łodzi – na organizację trzech kolejnych edycji Retroperspektyw. Dało nam to poczucie stabilności i pewność, że festiwal się odbędzie. Te środki pozwalają nam zorganizować jego podstawowy program, ale żeby był on tak różnorodny i bogaty, jak chcemy, musimy pozyskiwać dodatkowe finansowanie. Po tej najbardziej kreatywnej części pracy – wspólnym oglądaniu spektakli, dyskusjach, sporach i wymianie pomysłów – przychodzi więc moment, kiedy trzeba znaleźć pieniądze na ich realizację. W tym roku udało nam się zdobyć wszystkie granty, o które się staraliśmy, choć nie zawsze w pełnej wnioskowanej wysokości. W efekcie pozyskaliśmy rekordową kwotę, dzięki której możemy zaprosić artystów z wielu krajów – między innymi z Bułgarii, Ukrainy, Wielkiej Brytanii, Belgii, Holandii, Niemiec, Izraela i Finlandii.
A jak na organizację festiwalu wpłynął remont części przestrzeni Fabryki Sztuki?
T. R.: Remont trochę wymusił na nas rozszerzenie przestrzeni działania, choć tak naprawdę te główne przestrzenie w Fabryce Sztuki są do naszej dyspozycji. Zależało nam jednak na tym, żeby ponownie nawiązać kreatywną współpracę z Fuzją – i udało się, odbędzie się tam kilka bardzo interesujących wydarzeń. A jeden spektakl taneczny – „Radar”, zespołu Il Posto z Włoch, to będą niezwykłe akrobacje na niebie, z fantastyczną muzyką, będzie miał miejsce się w Białej Fabryce czyli w Centralnym Muzeum Włókiennictwa. Wszystkie te lokalizacje dzieli kilkaset metrów, będzie to zatem prawdziwa „Wioska teatralna” [festiwal organizowany przez Teatr Węgajty od 2003 roku – J. K.-Ż]. Mamy nadzieję, że ludzie zapamiętają też tę magiczną przestrzeń pofabryczną, na którą składamy się my, Fuzja i Biała Fabryka. Ona ma ogromny potencjał.
15. edycji „Retroperspektyw” to jest już kawał historii. Jak patrzycie na tę drogę, którą przeszedł festiwal od 2010 roku?
T. R.: To jest trudne pytanie. Dla mnie osobiście zaskoczeniem jest każda edycja, co roku zmienia się temat przewodni, podejmujemy odmienne wybory programowe, inne są spotkania, rozmowy. Każda edycja to jest tak jakby rodziło się nowe dziecko, początek i koniec świata na nowo.
O. S.: Myślę, że przez te lata bardziej zmienił się świat niż sam festiwal. Zaczynaliśmy w fabryce, która była właściwie ruiną – przeciekał dach, a spektakle często odbywały się w bardzo surowych, wręcz prymitywnych warunkach. Mam poczucie, że mimo upływu czasu robimy ten festiwal z dużą konsekwencją. Oczywiście jesteśmy trochę starsi i nie zawsze mamy już siłę na tak intensywne działanie jak kiedyś, ale najważniejsze idee pozostały niezmienne.
Wciąż zapraszamy artystów wybitnych, ale niekoniecznie mainstreamowych. Nie zależy nam na znanych nazwiskach, tylko na twórcach, którzy wierzą w to, co robią, nie boją się eksperymentu i chcą budować prawdziwą relację z widzem. Myślę też, że zmienił się sam teatr. Granica między teatrem instytucjonalnym a niezależnym bardzo się zatarła – zawodowi aktorzy coraz częściej tworzą własne grupy i sięgają po środki wyrazu, które kiedyś kojarzyły się przede wszystkim z teatrem offowym. Świat więc bardzo się zmienił, my również trochę się zmieniliśmy, ale idea, która nam przyświeca, pozostała ta sama.
Jako kuratorka czekam właściwie na każde wydarzenie i już nie mogę się ich doczekać. Jako producentka natomiast najbardziej chciałabym, żeby było już po wszystkim (śmiech)
No dobrze, to wróćmy jeszcze na koniec do programu tegorocznych Retroperspektyw. Powiedzcie, na jakie wydarzenia czekacie najbardziej?
O.S.: Jako kuratorka czekam właściwie na każde wydarzenie i już nie mogę się ich doczekać. Jako producentka natomiast najbardziej chciałabym, żeby było już po wszystkim (śmiech). Zwłaszcza, że w tym roku mamy wiele podniebnych lotów i akrobacji, które mam nadzieję zakończą się szczęśliwie.
Trudno mi wskazać jedno wydarzenie, na które czekam najbardziej. Oczywiście zachwycają mnie spektakle związane z Nowym Cyrkiem. Szczególnie jestem ciekawa „Labiryntu” według pomysłu Fabiana Krestela, który odbędzie się w przestrzeniach Fuzji – to połączenie akrobatyki ze współczesną sztuką wizualną.
W programie jest też sporo szaleństwa, które w sztuce bardzo lubię. Będzie Ivo Dimchev, o którym wspominał Tomek, oraz kultowy brytyjski kabaret The Tiger Lillies z koncertem „Serenade from the Sewer” – zespoł, którego słuchałam jeszcze w liceum. Są też spektakle, których tematyka szczególnie mnie porusza. „Grzech Pychy/Hubris” izraelskiego artysty Ashera Leva, mieszkającego obecnie w Belgii, to niezwykle mocna historia. Z kolei „Grief//bot” Teatru Kombinat stawia bardzo współczesne pytanie o to, czy i jak nowe technologie mogą towarzyszyć nam w procesie żałoby.
Czekam też na „ON (BAZ)AIR” Agaty Biziuk i Rafała Derkacza – lżejszy emocjonalnie spektakl, który jest mi szczególnie bliski. Koniecznie chciałam go zaprosić, bo jestem wielką miłośniczką bazarów. Mieszkam niedaleko Rynku Bałuckiego, uwielbiam tam bywać i wierzę, że takie małe, lokalne wspólnoty mogą być odpowiedzią na wiele kryzysów, z którymi dziś się mierzymy. Ten spektakl mówi właśnie o ich sile – o tym, że bliskość, sąsiedztwo i bycie razem mogą pomóc nam przetrwać trudne czasy.
Fascynuje mnie również spektakl otwierający festiwal – „Konferencja ptaków” Teatru Chorea w reżyserii Łukasza Kosa, oparta na niezwykłym poemacie Fariduddina Attara o tym samym tytule. A na zakończenie czeka nas „Odyseja” Chóru Spółdzielczego, którego muzyka zawsze przyprawia mnie o dreszcze. Naprawdę trudno mi więc wskazać jedno wydarzenie. Zachęcam, żeby zajrzeć do całego programu – jest tak różnorodny, że mam nadzieję, że każdy znajdzie w nim coś dla siebie.
T. R.: Również jestem ciekawy każdego wydarzenia. Najbardziej nerwowo wyczekuję jednak tych działań, w których sam biorę udział. Festiwal otwiera „Konferencja ptaków”. Spektakl będziemy pokazywać pierwszy raz po premierowych graniach i jeszcze go rozwijamy. Czekam na niego właściwie nie ze względu na swoje zadanie aktorskie, co bardziej ze względu na możliwość przedstawienia problematyki spektaklu. Jest ona związana z pytaniami stawianymi w XII wieku przez wielkiego filozofia i myśliciela – Fariduddina Attara, które wciąż są bardzo aktualne. Powiem więcej – musimy je zadawać i na nie odpowiadać, jeżeli chcemy chronić nasze człowieczeństwo.
Drugie wydarzenie, które też uważam za bardzo ważne i czekam na nie pełen emocji, to zamknięcie festiwalu, czyli koncert Chóru Spółdzielczego – „Odyseja”. W zeszłym roku Chór prowadzony przez Grzegorza Wierusa i Elinę Tonevę, który muzycznie jest nieprawdopodobną formacją, również wieńczył festiwal – koncertem „Hoson Zes/Lśnij”. W tym roku robimy krok do przodu, łamiemy podział na scenę i widownię, zasady koncertu, idziemy w przestrzeń, chcemy oddziaływać na widza dźwiękiem, zaprosić go do uczestnictwa, poprzez śpiew i muzykę dotknąć jego duszy. Zresztą, mówi się, że to muzyka dotyka jej w największym stopniu. Tytuł koncertu to „Odyseja”, gdyż będzie podróżą – do nas, przez nas, przez różne tradycje, formy i konwencje muzyczne, a także próbą stworzenia wspólnoty z widzem, która jest bardzo ważna. W ramach festiwalu o wspólnotowości myślimy i mówimy dużo i na wielu poziomach, jest ona dla nas bardzo ważna, wręcz kluczowa. W tym koncercie zamykającym festiwal również będzie jej dużo.
Fascynuje mnie wspominany już Ivo Dimchev. To jest niezwykła postać, która rzeczywiście będzie robiła wywroty, nie mam żadnych wątpliwości, że wszystko postawi na głowie tym swoim śpiewem i koncertem. Czekam też na te najtrudniejsze, najbardziej przejmujące spektakle. Między innymi na izraelskie przestawienie „Grzech Pychy/Hubris”, w którym twórcy mówią o swojej niezgodzie na to, co się dzieje i zastanawiają się nad tym, co mogą z tym zrobić jako artyści, tylko opowiadać. Spektakl „Labirynt” również będzie wywrotowy i prowokujący, ale poprzez formę. Bo jak za pomocą żonglujących kul można stworzyć dzieło sztuki, grafikę?
Myślę, że program tegorocznego festiwalu faktycznie jest bardzo zróżnicowany. Bardzo byśmy chcieli, żeby przygotowywane przez nas wydarzenia dały ludziom radość, odwagę i poczucie uczestnictwa w czymś, co zostawia ślad. Bo jeżeli sztuka nie zostawia w Tobie śladu, to nie jest sztuką, tylko rozrywką. Natomiast jeśli zostawia ślad i ktoś czuje: „O! Jak pięknie!”, albo: „Muszę o tym pomyśleć”, „To mnie dotyka!”, „To mnie dotyczy!”, „Chcę w tym brać udział!”, „Chcę w tym być z Wami!” – to wtedy ma sens.
15. Międzynarodowy Festiwal Teatralny Retroperspektywy: Wywroty
_________________
Ola Shaya – kuratorka, producentka teatralna i animatorka kultury, od 2008 roku związana z Teatrem CHOREA. Współtwórczyni i kuratorka Międzynarodowego Festiwalu Teatralnego Retroperspektywy, koordynatorka projektów międzynarodowych.
Tomasz Rodowicz – lider Teatru CHOREA, od pierwszej edycji dyrektor artystyczny Międzynarodowego Festiwalu Teatralnego Retroperspektywy, wykładowca w Szkole Filmowej w Łodzi.
_________________
Joanna Kocemba-Żebrowska – kulturoznawczyni i teatrolożka, doktora nauk humanistycznych, członkini Stowarzyszenia „Topografie”, pracuje w Katedrze Dramatu i Teatru UŁ
_________________