Spektakl Leny Frankiewicz w Teatrze Jaracza pokazuje, że proza Olgi Tokarczuk może dobrze zabrzmieć na scenie. Adaptacja „Prowadź swój pług przez kości umarłych” działa tu nie tylko jako kryminalna historia, lecz także jako opowieść o przemocy, wspólnocie i mrocznej relacji człowieka z naturą.

 

 

Olga Tokarczuk nie ma wielkiego szczęścia do scenicznych realizacji swoich tekstów w Polsce. Z ostatnich spektakli mogę, całkiem uczciwie, wyróżnić właściwie tylko „ahat ilī. Siostra bogów” Anny Augustynowicz, zrealizowane na podstawie libretta noblistki w Teatrze Polskim w Bydgoszczy, i – dla porządku – przypomnieć „Księgi Jakubowe” Eweliny Marciniak z Teatru Powszechnego w Warszawie. Inne realizacje, czy to właśnie „Księgi” Michała Zadary w Teatrze Narodowym, czy „Prosta historia” w jego reżyserii we Wrocławiu, wyraźnie od tych przedstawień odstają. Także „Empuzjon”, zarówno w Gnieźnie, jak i w warszawskim Teatrze Studio, pokazuje, jak niełatwa to proza do wystawienia bez popadania w pretensjonalność albo chybioną oniryczność. Tym większa jest więc radość z tego, że w Łodzi, w Teatrze Jaracza, jednak się udało.

 

 

Obraz małego ośrodka, w którym ścierają się dobro i zło, chłopski rozum i empatia, a także odmienne sposoby myślenia o miejscu, w którym się żyje, wydaje mi się jedną z największych wartości tej adaptacji

 

 

Zanim jednak rozbiorę ten spektakl na części pierwsze, warto zatrzymać się przy pewnym skojarzeniu, które towarzyszyło mi podczas jego odbioru. Zbiegło się ono w czasie z lekturą „Wymierania Ireny Rey” Jennifer Croft, tłumaczki Olgi Tokarczuk. To historia pisarki, być może przyszłej noblistki, mieszkającej w Puszczy Białowieskiej i niemal stopionej z otaczającą ją przyrodą. Ze względu na oczywiste skojarzenia z polską autorką Croft była wielokrotnie pytana w wywiadach, czy fikcyjna Irena Rey nie jest w istocie jej wyobrażeniem Tokarczuk – pisarki zaangażowanej ekologicznie, niegdyś związanej z partią Zieloni, konsekwentnie podejmującej te tematy również w swojej twórczości. Croft zaprzeczała, by miała Tokarczuk bezpośrednio na myśli, ale krążące wokół książki domysły stały się dla mnie pretekstem do odświeżenia „Prowadź swój pług przez kości umarłych” tuż po spektaklu. To zresztą powieść, która – podobnie jak książka Croft – jest ekologicznym thrillerem, ale u Tokarczuk, jak niemal zawsze, pozostaje także thrillerem o silnym rysie metafizycznym.

 

 

„Prowadź swój pług przez kości umarłych”, fot. Natalia Kabanow

 

 

Bardzo lubię tę powieść, więc idąc do Teatru Jaracza, zastanawiałam się, czego właściwie oczekuję od tej inscenizacji. Można przecież wystawić ją zgodnie z literą tekstu, można też mocno osadzić ją we współczesnej rzeczywistości politycznej – i w obu przypadkach rezultat mógłby okazać się chybiony. Pierwsze, co chciałabym mocno podkreślić, to fakt, że adaptacja Sandry Szwarc, bardzo wierna tekstowi, jest bardzo dobra. Wydobyła ona z powieści dokładnie te niuanse, które sprawiają, że przez trzy godziny oglądamy historię wartką, a zarazem rozpisaną w szerokim planie. Spektakl staje się opowieścią o społeczności dolnośląskiego miasteczka. W jej centrum pozostaje oczywiście Duszejko – jako punkt odniesienia dla widza – ale nie znika całe społeczne i symboliczne tło, które w tej historii wydaje się najciekawsze. Bo natura i nasza odpowiedzialność wobec niej nie istnieją w próżni: zasadniczo ujawniają się właśnie w relacjach, również tych społecznych. Obraz małego ośrodka, w którym ścierają się dobro i zło, chłopski rozum i empatia, a także odmienne sposoby myślenia o miejscu, w którym się żyje, wydaje mi się jedną z największych wartości tej adaptacji.

 

Gdybym miała spróbować odczytać intencje reżyserki, powiedziałabym, że Lena Frankiewicz buduje swój spektakl na trzech warstwach, co zresztą dobrze oddaje sama scenografia. Pierwsza to po prostu opowieść, która angażuje widza emocjonalnie, ale też, jak w dobrym thrillerze, wciąga go w sam proces rozwiązywania kryminalnej zagadki. Zwłaszcza jeśli tej akurat prozy Tokarczuk się nie czytało albo nie odświeżyło jej przed spektaklem. Frankiewicz rzeczywiście udało się wciągnąć mnie w bieg fabuły. Tym bardziej że kwestia psów, nie zdradzając szczegółów, nie zostaje rozegrana w sposób całkiem konsekwentny, czasowość w pewnym momencie się załamuje, a to może widza skutecznie, i atrakcyjnie, zwieść. Większość tych scen rozgrywa się na proscenium, przy zasłoniętej scenografii pozostającej w tle.

 

 

Przyroda pokazana w tym spektaklu od razu przywodzi na myśl mrok i cierpienie; nie ma w niej ani odrobiny sielskości

 

 

Drugą warstwą jest las, do którego Duszejko udaje się raz po raz – z Matogą, z Dyziem albo z innymi bohaterami. Las w scenografii Agaty Stanuli wygląda jak „żałoba, która nigdy się nie kończy”. Przyroda pokazana w tym spektaklu od razu przywodzi na myśl mrok i cierpienie; nie ma w niej ani odrobiny sielskości. Bliżej jej do wyobraźni rodem z „Mrocznej ekologii” Timothy’ego Mortona. To właśnie Duszejko staje się tutaj reprezentantką tej wizji: rozmycia granic między ludźmi, zwierzętami i tym, co zwykliśmy nazywać materią nieożywioną. Z tej perspektywy relacja między dominującym gatunkiem, człowiekiem, a wszystkim, co sobie podporządkował, prowadzi nie ku harmonii, ale w rejony mroczne, pełne lęku i melancholii.

 

 

„Prowadź swój pług przez kości umarłych”, fot. Natalia Kabanow

 

 

Tę myśl Mortona dałoby się zresztą poprowadzić dalej – poza samą scenografię, również na światło Aleksandra Prowalińskiego. Miałam momentami wrażenie, że światło jest tu osobnym narratorem. Zmienia się na zielone, kiedy władzę przejmuje natura; nawet jeśli scenograficzny las zostaje przykryty płachtą, jego obecność trwa nadal. Światło podpowiada nam wtedy, że mamy do czynienia z dobrem, albo przynajmniej z dobrymi intencjami, i na chwilę rozświetla mrok.

 

Trzecią warstwą jest choreografia autorstwa Anny Steller i Agnieszki Kryst. To zresztą jeden z najciekawszych elementów przedstawienia: obserwowanie pracy dwóch znakomitych choreografek, pojawiających się także na scenie, w towarzystwie Alisy Makarenko. Warstwa choreograficzna ma w tym spektaklu wyjątkową wagę. To właśnie poprzez ruch przedstawieni zostają wszyscy zwierzęcy bohaterowie – przede wszystkim pojawiające się na scenie sarny, powracające w różnych momentach fabuły, czy ranny dzik. Ich obecność opowiadana jest choreograficznie; ruchem budują one własny sposób komunikacji i pozwalają widzowi jeszcze mocniej zanurzyć się w świat zwierząt, nie są więc zupełnie spersonifikowane. Każde ich wejście wnosi do spektaklu pierwiastek niesamowitości, i zapewne właśnie o taki efekt tu chodzi. Sarny, od początku opowieści przez Duszejko określane jako domniemane sprawczynie zbrodni, leśne boginie zemsty, faktycznie zostają wyposażone w szczególną funkcję zagęszczania tego, co dzieje się na scenie.

 

 

„Prowadź swój pług przez kości umarłych”, fot. Natalia Kabanow

 

 

Druga część spektaklu – przebierany bal myśliwych podczas celebracji dnia ich patrona, św. Huberta – jest z kolei prawdziwym popisem kostiumów Krystiana Szymczaka i momentem całkowitej przemiany scenografii, która nagle nabiera dynamiki. Dominująca czerwień uzyskana światłem zapowiada katastrofę, jaka wydarzy się, gdy prawda wyjdzie na jaw. Zanim jednak do tego dojdzie, możemy zanurzyć się w tej sekwencji niemal jak w bachanaliach. Scena fety należy do najlepszych w całym spektaklu. To jedna z tych scen, w których mówi się wprost o wartościach, o lękach, o tym, czym właściwie jest myślistwo i czym jest polowanie dla zabawy. Wraz z tymi deklaracjami obnażają się też kolejni bohaterowie.

„Prowadź swój pług przez kości umarłych”, fot. Natalia Kabanow

 

 

W spektaklu jest kilka ról naprawdę wyrazistych. Milena Lisiecka znakomicie wypada jako Duszejko – ze swoją bezpośredniością, ale też z charakterystycznym cytowaniem Blake’a. Gra naturalnie, nie „dogrywa” tej postaci, co w zespole Jaracza przeszkadzało mi jeszcze przy poprzedniej premierze, „Internacie”. Bardzo dobra jest również Sara Lityńska jako Dobra Nowina, sprzedawczyni z ekstrawaganckiego butiku, a także Paweł Paczesny w roli Dyzia. Siła tego spektaklu w dużej mierze opiera się zresztą właśnie na tym, kogo oglądamy na scenie. Trudno udawać, że nie ma to znaczenia: bardzo dobra obsada i trafny casting pozwalają załagodzić niedociągnięcia każdego przedstawienia.

 

 

Trudno udawać, że nie ma to znaczenia: bardzo dobra obsada i trafny casting pozwalają załagodzić niedociągnięcia każdego przedstawienia

 

 

Osobliwy jest natomiast finał. Ostatnia scena, w której Duszejko wraz z sarnami wchodzi w las, zostawia widza ze sprzecznymi emocjami. Mówimy przecież o kimś, kto popełnił zbrodnię i kto, przynajmniej na naszych oczach, nie poniesie za nią kary. Jednocześnie jest to zbrodnia dokonana w imię uczynienia świata lepszym, zgodnie z hierarchią wartości samej bohaterki. Ja jednak odczytuję tę ostatnią scenę przede wszystkim jako gest rezygnacji, i to nie tylko rezygnacji Duszejko, ale całego świata zbudowanego wcześniej na scenie.

Kiedy staje się przed moralnym wyborem doprowadzonym do skrajności – takim, w którym życie zwierzęcia zostaje zrównane z życiem człowieka, a za śmierć zadaną dla rozrywki odpowiada się śmiercią – nierozstrzygnięcie wydaje się rozwiązaniem najuczciwszym. Zwłaszcza że samą zbrodnię oglądamy na wyświetlonym na scenie wideo, kiedy Duszejko opowiada o niej przyjaciołom podczas kolacji, i możemy skonfrontować się z własną reakcją. Albo właśnie z jej brakiem. Z odrealnieniem tej końcowej sekwencji, z gestem zrzucenia ubrania przez Duszejko i jej odejściem z sarnami do lasu, jakby w stronę przemiany w naturę – naturę, która bywa równie dobra, co okrutna. Czy to właśnie okrucieństwo i zbrodnia uczyniły z niej część natury, a odebrały jej część człowieczeństwa? Być może właśnie to reżyserka chciała zostawić nam na koniec.

 

 

„Prowadź swój pług przez kości umarłych” 
 Teatr Jaracza w Łodzi
Reżyseria: Lena Frankiewicz
Adaptacja i dramaturgia: Sandra Szwarc
Scenografia: Agata Stanula
Kostiumy: Krystian Szymczak
Muzyka: Stefan Wesołowski
Reżyseria światła: Aleksandr Prowaliński
Video: Mateusz Zieliński
Choreografia: Anna Steller, Agnieszka Kryst
Asystent reżysera: Paweł Paczesny
Inspicjentka/Suflerka: Marta Baraszkiewicz

Obsada: Katarzyna Cynke, Iwona Dróżdż, Milena Lisiecka, Sara Lityńska, Mikołaj Chroboczek, Hubert Jarczak, Marek Nędza, Radosław Osypiuk, Paweł Paczesny, Mariusz Siudziński, Łukasz Stawowczyk, Bogusław Suszka, Andrzej Wichrowski, Marcin Włodarski
Gościnnie: Agnieszka Kryst, Anna Steller, Alisa Makarenko

 

 

_______________

 

 

Anna Pajęcka – ur. 1992, redaktorka działu teatr w „Dwutygodnik.com”. Studiowała w Instytucie Kultury Polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Publikuje w  „Szumie”, „Czasie Kultury”, „Tygodniku Powszechnym”.

 

 

_______________

 

 

Zdjęcie główne: „Prowadź swój pług przez kości umarłych”, fot. Natalia Kabanow

 

 

 

Patronite