O projekcie „Teatr jako narzędzie zmiany”, o teatrze, który potrafi wstrząsnąć i skłonić do działania, o reagowaniu na przemoc i o tym, jak można się tego nauczyć – z Barbarą Michalską, Wiktorią Różycką i Kamilą Szymanek rozmawia Joanna Kocemba-Żebrowska.

 

 

 

Joanna Kocemba-Żebrowska: Wkrótce w Teatrze Pinokio rozpocznie się projekt „Teatr jako narzędzie zmiany”, realizowany przez Fundację Teatru Otwartej Formy w partnerstwie z Teatrem Pinokio. W jego ramach odbędą się pokazy przedstawienia „Bękartów Bernadetty”, rozmowy i warsztaty poświęcone reagowaniu na systemową przemoc wobec dzieci i młodzieży. Powiedzcie proszę, dlaczego uważacie, że właśnie teatr może być dobrym punktem wyjścia do rozmowy na ten temat? A może warto postawić to pytanie jeszcze inaczej: czy uważacie, że gdyby nie teatr, rozmowa o systemowej przemocy wobec dzieci i młodzieży mogłaby być mniej skuteczna, mniej pogłębiona, a może po prostu trudniejsza?

Wiktoria Różycka: Odpowiem jako arteterapeutka i teatroterapeutka. Wierzę, że każda forma sztuki może być fantastycznym impulsem do rozmowy, do dalszego tworzenia, do poszerzania wiedzy. Przede wszystkim dlatego, że potrafi wzbudzić wiele emocji, a tam gdzie pojawiają się te emocje, jest również szansa na rozwój. Teatr natomiast jest jedną z tych sztuk, która działa na wiele z naszych zmysłów, często w bardzo mocny sposób. Tak naprawdę trudno byłoby zainicjować rozmowę obcych sobie osób na temat taki jak systemowa przemoc wobec dzieci i młodzieży. Natomiast doświadczenie uczestnictwa w przedstawieniu teatralnym podejmującym tę problematykę, może skłonić widzów do dalszego jego zgłębiania i właśnie rozmowy. 

 

Barbara Michalska: Odwołując się do swojego życia i własnych doświadczeń mogę powiedzieć, że zwykle gdy biorę udział w jakimś przedstawieniu albo oglądam obraz czy rzeźbę, pojawia się we mnie chęć rozmowy. Zauważam taką chęć również wśród innych widzów, odbiorców kultury. Pracując z młodzieżą, prowadząc warsztaty, widzę, że czasami zdania czy cytaty z przedstawienia zostają z nimi na dłużej. Chcąc dotrzeć do szerokiego grona osób, by rozmawiać z nimi na tak ważny temat jak przemoc systemowa, dobrze jest szukać różnych narzędzi. A na pewno teatr jest jedną z tych form, której niektórzy ludzie doświadczają bardziej.

 

 

Pracując z młodzieżą, prowadząc warsztaty, widzę, że czasami zdania czy cytaty z przedstawienia zostają z nimi na dłużej. Chcąc dotrzeć do szerokiego grona osób, by rozmawiać z nimi na tak ważny temat jak przemoc systemowa, dobrze jest szukać różnych narzędzi

 

 

Przedstawienie „Bękarty Bernadetty” w reżyserii Garbriela Gietzkiego, dyrektora Teatru Pinokio, opowiada historię dzieci, które przebywały w zamkniętym ośrodku sióstr boromeuszek w Zabrzu. W 2010 roku zapadł wyrok skazujący dyrektorkę placówki – siostrę Bernadettę na dwa lata więzienia za znęcanie się nad podopiecznymi i podżeganie do gwałtów na nieletnich przez starszych wychowanków. Co w tej wstrząsającej historii – po obejrzeniu przedstawienia – uderzyło Was najmocniej? O czym poczułyście, że chcecie rozmawiać?

B. M.: Pamiętam dwie rzeczy. Pomyślałam, że mało w całej tej historii jest miejsca na uznanie głosu dzieci. Dorośli przepychali się między sobą, zrzucali na siebie odpowiedzialność, ale nie byli zainteresowani tym, by usłyszeć głos osób doświadczających przemocy Tę dysproporcję odebrałam bardzo emocjonalnie. A po drugie, miałam taką refleksję, że bardzo ważne jest to, by działać prewencyjnie. To znaczy uświadamiać osoby pracujące z dziećmi i młodzieżą, że mogą być świadkami przemocy stosowanej przez innych dorosłych. Uczulić ich na pojawiające się sygnały, nauczyć reagowania.

 

scena w teatrze, czwórka aktorów unosi aktorkę ubraną w strój uczennicy

 

„Bekarty Bernadety", fot. Przemysław Jendroska

 

 

Czyli to właśnie te refleksje i ten odbiór przedstawienia stoi za projektem? 

B. M.: Częściowo tak. Ale jest jeszcze pewna osobna historia.

 

 

Zaczęliśmy się zastanawiać, co my jako osoby pracujące w teatrze, do którego przychodzą dzieci i młodzież możemy i powinniśmy zrobić, w sytuacji gdy zaobserwujemy, że wobec jakiegoś dziecka stosowana jest przemoc

 

 

Możecie ją opowiedzieć?

Kamila Szymanek: Przedstawienie „Bękarty Bernadetty” zostało przygotowane jako spektakl dyplomowy Szkoły Aktorskiej Teatru Śląskiego w kwietniu 2025 roku. U nas w teatrze było pokazywane kilka miesięcy później dla zorganizowanych grup młodzieży licealnej. 

 

W. R.: Ze względu na trudną tematykę zależało nam na tym, by po zakończeniu przedstawienia widzowie wzięli udział w rozmowie. Tak, żeby mogli podzielić się swoimi obserwacjami i żeby przypilnować, by nikt nie został sam z trudnymi emocjami. Do prowadzenia rozmów zaprosiliśmy nieocenioną specjalistkę Barbarę Michalską.

 

B. M.: Po jednym ze spektakli, już po zakończeniu rozmowy, gdy wszyscy wyszli, na widowni została jedna osoba. To było jasne, że potrzebowała pomocy. Ze względów etycznych nie będę przytaczała szczegółów z rozmowy z nią, ale powiem tylko, że ta osoba ujawniła pewne informacje ze swojego życia, opowiedziała o swoich doświadczeniach. Interweniowaliśmy oczywiście zgodnie ze wszelkimi standardami i polityką ochrony małoletnich. Pod wpływem tego zdarzenia pomyśleliśmy wtedy, że trzeba coś dalej robić, to znaczy uświadamiać, uwrażliwiać, aktywizować w temacie przemocy systemowej. Tak, aby w instytucjach w których przebywają dzieci i młodzież w ogóle do niej nie dochodziło.

 

W. R.: Pamiętam ten dzień, spektakl, rozmowę i całą sytuację. Po tym zdarzeniu dużo rozmawialiśmy w gronie pracowników Teatru o tym, co zrobić dalej. Wszyscy bardzo mocno to przeżyliśmy. Zdecydowaliśmy, że w ramach działań Fundacji Otwartej Formy napiszemy projekt, który pozwoli dalej i szerzej mierzyć się z tym tematem. Kierując się własnym doświadczeniem, zależało nam na tym, by przede wszystkim podjąć temat bycia świadkiem przemocy. Zaczęliśmy się zastanawiać, co my jako osoby pracujące w teatrze, do którego przychodzą dzieci i młodzież możemy i powinniśmy zrobić, w sytuacji gdy zaobserwujemy, że wobec jakiegoś dziecka stosowana jest przemoc.

 

K.S.: Rzeczywiście, ten projekt jest dla nas wszystkich bardzo ważny. Czujemy, po co to robimy, jakie to jest istotne.

 

scena w teatrze, dwója aktorów w dramatycznej scenie, w tle jeden ma wiadro na głowie, scena w szkole,

 

„Bekarty Bernadety", fot. Przemysław Jendroska

 

 

Projekt skierowany jest do wszystkich osób dorosłych pracujących z dziećmi i młodzieżą. Kto do tej pory najczęściej zgłasza się do udziału?

K. S.: Spotkaliśmy się z bardzo pozytywnym odbiorem. Zapraszamy wszystkich dorosłych, którzy chcą pielęgnować w sobie wrażliwość i umieć zauważyć i zareagować, gdy jakiemuś dziecku dzieje się krzywda. Warto też podkreślić, że udział w projekcie jest bezpłatny. Wracając do pytania – w tym momencie jest bardzo duże zainteresowanie wśród pracownic żłobków, to jest dla nas zaskakujące, bo spodziewaliśmy się, że w projekcie wezmą udział raczej osoby pracujące ze starszymi dziećmi i z młodzieżą. Bardzo entuzjastycznie na projekt zareagowali pracownicy socjalni związani z pieczami zastępczymi, oni w ogóle wyrazili też opinię, że nie ma zbyt wielu projektów pozwalających im się szkolić i rozwijać. W grupie uczestników będą też edukatorzy z różnych instytucji kultury.

 

B.M.: Zgłaszają się też studenci i studentki, pedagodzy i pedagożki ze szkół, z którymi współpracuję. Przy czym wiem, że zdecydowali się na udział w tym projekcie raczej indywidualnie, póki co nie było takiej sytuacji, by dyrekcja jakiejś szkoły zgłosiła na przykład całą radę pedagogiczną do udziału.

 

W. R.: Zapraszamy jeszcze do zgłoszeń, póki są miejsca. 

 

B. M.: Zachęcamy do udziału pracowników domów dziecka, pracowników żłobków, przedszkoli, szkół, świetlic środowiskowych, młodzieżowych ośrodków socjoterapii. Ale także ośrodków zdrowia, szpitali, poradni – to są też miejsca, które działają w oparciu o pewną hierarchiczność, dobrze jest mieć w sobie rozbudzoną wrażliwość na to, jak personel szpitala odnosi się do dzieci, czy nie ma w tym przemocy. Zapraszamy wszystkich, którzy pracują z dziećmi lub obserwują jak robią to inni.

 

 

No dobrze, to powiedzcie o tym, co jest głównym tematem projektu. Co zrobić, kiedy jesteśmy świadkami przemocy stosowanej ze strony dorosłej osoby wobec nieznanego nam dziecka?

B. M.: Zawsze ważny jest kontekst, w jakim jesteśmy i to żeby zadbać o siebie – warto kogoś poprosić o pomoc. Jeżeli zdarzenie ma miejsce na ulicy, możemy podejść i zapytać: „Przepraszam, czy potrzebujecie wsparcia? Widzę, że coś się dzieje”. Gdy padnie odpowiedź: „Nie”, można powiedzieć to, co się widzi: „Widzę, że krzyczy Pani na to dziecko. Czy w jakiś sposób mogę pomóc?”. Od tego się zwykle zaczyna. Czasami potem następuje ofukanie, złość, być może jakieś agresywne zachowanie. Natomiast należy wybić osobę z jej silnych, skrajnych emocji, kiedy zaczyna realizować działania nieakceptowalne społecznie, a prawnie zakazane. Istotne jest także to, co z tym zrobimy dalej. Jeżeli jestem edukatorem, przychodzi do mnie na warsztaty grupa ze szkoły, z pieczy zastępczej czy z jakiejś innej instytucji, a nauczyciel czy opiekun zaczyna stosować przemoc wobec dzieci, to mam obowiązek poinformować o tym placówkę. Zawsze zachęcam, żeby działać zespołowo. Opowiedzieć jakiejś osobie, o tym co widziałam, zrobić notatkę służbową, uchwycić wszystkie wątki i przekazać ją dalej. Jeżeli ktoś z moich współpracowników stosuje przemoc, to oczywiście pojawi się bardzo wiele barier i lęków, ale istotną rzeczą jest to, by zawsze zareagować. Dziecko, szczególnie małe, nie ma narzędzi, żeby się bronić. Zatem, gdy coś się dzieje, to widzę, dostrzegam, zauważam i nazywam to, co się wydarzyło. Reakcją nie jest przyglądanie się, milczenie, albo odwrócenie się plecami i powiedzenie do koleżanki: „Ty widziałaś, co tam się stało? Jak tak w ogóle można?!”. Reakcją jest moment, w którym wchodzę w sytuację, przerywam ją i nazywam to, co widzę.

 

 

Zawsze zachęcam, że jeżeli nie czujesz się na siłach sam, sama, poszukaj jeszcze jednej osoby, z którą zrobisz to wspólnie. Nawet po prostu podejdź do kolegi, koleżanki, powiedz: „Słuchaj, widziałam taką sytuację, niepokoi mnie to

 

 

Czyli te kompetencje, które chcecie kształcić są związane z umiejętnością nazywania…

B. M.: Wiesz co… Ostatnio miałam taką refleksję, że my jako społeczeństwo tak naprawdę umiemy nazywać i oceniać. Wiemy, co się dzieje. Może miałabym wątpliwości, czy potrafimy rozpoznać mikroagresję, ale większość innych zachowań przemocowych jest przez nas wychwytywana. Nie musimy więc uczyć się nazywania, raczej ważniejsze jest to, żeby mieć świadomość swoich ograniczeń i mimo nich zareagować. Zawsze zachęcam, że jeżeli nie czujesz się na siłach sam, sama, poszukaj jeszcze jednej osoby, z którą zrobisz to wspólnie. Nawet po prostu podejdź do kolegi, koleżanki, powiedz: „Słuchaj, widziałam taką sytuację, niepokoi mnie to. Boję się zareagować, ale czuję, że trzeba to zrobić. Czy możesz ze mną pójść? Nie musisz nic mówić, po prostu bądź razem ze mną”.

 

scena w teatrze rozgrywająca się szkole, mężczyzna trzena z głowe młodzieńca, który trzyma tabliczkę z napisem dyrektor, obok dziewnczyna, która wygląda jak po pobiciu

scena w teatrze, aktorka w centralnym punkcie mówi lub śpiewa do mikrofonu, część aktorów leży

 

„Bekarty Bernadety", fot. Przemysław Jendroska

 

 

A jak oceniasz obecny stan przygotowania różnych placówek oświatowych na możliwość reagowania na systemową przemoc kierowaną wobec dzieci i młodzieży? 

B. M.: Dwa lata temu powstał obowiązek, żeby każda placówka wypracowała standardy ochrony małoletnich i rzeczywiście przez te dwa lata te dokumenty strategiczne powstawały. To nie znaczy, że wcześniej placówki nie miały swoich procedur reagowania, ale były one mniej usystematyzowane. Dzięki temu w wielu instytucjach pracownicy zaczęli się doszkalać, upodmiotowiono też dziecko, gdyż wskazuje się na to, jak ważna jest wczesna reakcja na przemoc. Obecnie jesteśmy w kolejnym newralgicznym momencie, ponieważ placówki są zobowiązane do ewaluacji tych standardów. Także dopiero okaże się, na ile to wszystko się sprawdza. Myślę, że na tle innych państw Unii Europejskiej plasujemy się naprawdę w dobrym miejscu, choć oczywiście jest jeszcze bardzo dużo do zrobienia. 

 

 

Muszę przyznać, że trafia do mnie rada, by interwencji podejmować się wspólnie z drugą osobą, o czym mówiłaś wcześniej. Myślę, że interwencja też może wymagać niekiedy odwagi.

B. M.: Tak. I ważna jest świadomość swoich ograniczeń i reakcji ciała. Kiedy poruszam z młodzieżą temat telefonów zaufania, to mówię im, jak może się zachować ich ciało, gdy będą chcieli zadzwonić na ten numer. Jeżeli pocą Ci się dłonie, drży Ci warga, wysycha Ci język,  rozłączasz się pięć razy, zanim za szóstym razem zadzwonisz, to jest okej, to jest normalne i bądź przygotowany na to, że tak może być. Niezależnie jednak od tego, podejmij decyzję o reakcji.

 

scena w teatrze, aktorzy w dynamicznych pozach, w środku kobieta ubrana na biało, prawdopodobnie scena w szkole

 

„Bekarty Bernadety", fot. Przemysław Jendroska

 

 

To jest ciekawy wątek w kontekście planowanych warsztatów, bo przecież praca nad świadomością ciała jest nierozerwalnie związana ze sztuką aktorską. Powiedzcie, co się będzie działo w trakcie rozmów, a co w trakcie warsztatów? Czy w ramach warsztatów będą jakieś zadania korzystające z narzędzi teatralnych?

B. M.: Podczas rozmów po spektaklu chcemy stworzyć przestrzeń, w której osoby uczestniczące będą mogły podzielić się swoimi refleksjami, doświadczeniami i obserwacjami bezpośrednio związanymi z przedstawieniem. Z kolei podczas warsztatów chcemy przekazać konkretne narzędzia i wiedzę, które pomogą rozwijać umiejętność reagowania na przemoc.

 

 

 

Dobrostan osób reagujących na przemoc jest bardzo ważny. Jeśli nie będziemy o niego dbać, grozi nam wypalenie, zmęczenie pomaganiem i niechęć do podejmowania kolejnych działań

 

 

 

A czy w takim razie w trakcie warsztatów będą zadania związane ze świadomością ciała?

B. M.: Częściowo tak, choć nie w takim teatralnym sensie. Jednak ciało jest bardzo ważne i nigdy nie pomijam tego wątku podczas warsztatów. Nie jesteśmy przecież oderwani od naszego ciała – sam umysł nie wystarczy, żeby skutecznie interweniować. Po zakończeniu interwencji równie ważne jest zadbanie o siebie, czyli świadomość tego, co się ze mną dzieje. Czy jestem rozdrażniona, poruszona? Czy potrzebuję ochłonąć, złapać oddech? Dobrostan osób reagujących na przemoc jest bardzo ważny. Jeśli nie będziemy o niego dbać, grozi nam wypalenie, zmęczenie pomaganiem i niechęć do podejmowania kolejnych działań.

 

scena w teatrze, młodzi aktorzy grający uczniów, śpią na piętrowym łóżku, na pierwszym planie toaleta

 

„Bekarty Bernadety", fot. Przemysław Jendroska

 

 

Zaczęłyśmy naszą rozmowę od spektaklu „Bękarty Bernadetty”, więc może na koniec jeszcze do niego wrócimy. Nie podzieliłam się z Wami dotąd moim odbiorem tego przedstawienia. Dla mnie było ono niezwykle dobitne, momentami wręcz szokujące. To rodzaj estetyki, która nie oszczędza widza, o trudnych tematach opowiada w sposób równie mocny i wstrząsający. I tak się zastanawiam – może trochę prowokacyjnie – czy dla części widzów taki sposób przekazu nie okaże się zbyt mocny? Czy istnieje ryzyko, że zamiast otworzyć ich na rozmowę, wywoła w nich niechęć albo potrzebę odcięcia się od tego tematu? Myślę też o tym, że podczas wcześniejszych pokazów ten spektakl prezentowaliście młodzieży licealnej…

 

W. R.: Uważam, że to są tematy i rzeczywistość, z którymi młodzież się spotyka. Przemoc niestety nie jest im obca. To nie jest tak, że pojawia się na scenie i nagle są nią zszokowani. Myślę, że wiele trudnych sytuacji znają albo z własnego doświadczenia, albo z obserwacji. Nie można czynić z przemocy systemowej tematu tabu. Rzeczywiście, spektakl jest bardzo mocny, ale nie wyobrażamy sobie, żeby po prostu wypuścić kogoś po przedstawieniu bez możliwości rozmowy i wsparcia. Dlatego działania edukacyjne po pokazie spektaklu były i są dla nas tak ważne.

 

B. M.: Tak, przedstawienie jest mocne, ale czy doświadczenie osób, o którym opowiada, nie było mocne? W życiu codziennym ludzie faktycznie bardzo różnie reagują na sytuacje kryzysowe. Układ nerwowy każdego z nas w nieco inny sposób wpływa na nasze zachowania, reakcje i odporność na stres. W sytuacjach kryzysowych niektórzy przekuwają szok w działanie, inni przez wiele lat pozostają w stanie obniżonego napięcia. Natomiast w ramach tego projektu nie obawiam się tego aspektu. Każdy etap jest tutaj przemyślany pod kątem możliwości zadbania o uczestników. Jest przestrzeń na ewentualną rozmowę z osobą, która wyjdzie w trakcie przedstawienia – jestem na taką sytuację przygotowana. Są również zaplanowane rozmowy i warsztaty. Zdecydowanie bierzemy odpowiedzialność za to, co pokazujemy i do czego zapraszamy.

 

 

____________________

 

 

Barbara Michalska – wiceprezeska Fundacji EduKABE, interwentka kryzysowa, facylitatorka dialogów publicznych, pedagożka, socjoterapeutka, terapeutka pedagogiczna, edukatorka seksualna

 

Wiktoria Różycka – koordynatorka merytoryczna projektu „Teatr jako narzędzie zmiany”, edukatorka, arteterapeutka, teatroterapeutka

 

Kamila Szymanek – koordynatorka organizacyjna i wykonawcza  projektu „Teatr jako narzędzie zmiany”, koordynatorka wydarzeń kulturalnych, producentka teatralna i filmowa

 

 

____________________

 

 

Joanna Kocemba –Żebrowska –  kulturoznawczyni i teatrolożka, doktora nauk humanistycznych, członkini Stowarzyszenia „Topografie”, pracuje w Katedrze Dramatu i Teatru UŁ

 

 

____________________

 

 

Zdjęcie główne: „Bekarty Bernadety", fot. Przemysław Jendroska