Skóra nie jest niewinnym materiałem. Ma swoją historię przemocy, zapach, fakturę i pamięć, a w sztuce potrafi stać się czymś jednocześnie fascynującym i odpychającym. „Międzynarodowa Wystawa Skóroplastyczna” w Bałtyckiej Galerii Sztuki Współczesnej w Słupsku i Ustce wraca do zapomnianych plenerów w Krzyni, zestawiając ich dorobek ze współczesnymi pracami o ciele, naturze, erotyce i fetyszu.
Wyjazd do Słupska i Ustki zbiegł mi się z lekturą przetłumaczonej w tym roku na polski książki „Wystawy okropności” J.G. Ballarda. Trudno było mi więc nie patrzeć na „Międzynarodową Wystawę Skóroplastyczną” przez pryzmat tej dość osobliwej lektury. I trzeba przyznać, że momentami skojarzenia nasuwały się same. Wątki deformacji, szwów, naderwań, wypukłości, erotyki i uncanniness mogą połączyć te dwa odległe od siebie źródła kultury.
Proces zdobywania skóry zwierzęcej łączy się z ludzką historią przemocy. W przypadku prac skórzanych z kolekcji BGSW zwierzęta nie zostały poświęcone do produkcji prac. Powstały one z przemysłowych odpadów. Mimo to trudno myśleć o tych dziełach bez refleksji nad przemysłem skórzanym. Jego symbolem jest piktogram przedstawiający rozciągniętą, garbowaną skórę zwierzęcą. Na kawałkach skóry o takim kształcie zapraszano na poplenerowe wystawy skóroplastyczne w Dębnicy Kaszubskiej. Motyw ten został zaadaptowany również w Słupsku i Ustce, stając się elementem oprawy graficznej całej wystawy.
Mimo to trudno myśleć o tych dziełach bez refleksji nad przemysłem skórzanym
Czym jest skóroplastyka?
Ogólnopolski Eksperymentalny Plener Graficzny „Zapis graficzny w skórze” - tak nazywano plenery organizowane w Krzyni niedaleko Słupska w latach 1977-1990. Współorganizowało je między innymi BWA w Słupsku (obecnie BGSW), przy wsparciu lokalnego przemysłu skórzanego. Po każdym plenerze osoby uczestniczące były zobowiązane do przekazania jednej ze swoich skórzanych prac do kolekcji BWA. W ten sposób w Słupsku powstała ta przedziwna kolekcja prac około 50 artystów i artystek z Polski, Węgier, Czechosłowacji, Holandii i Związku Radzieckiego.
Jak przeczytamy w tekście kuratorskim, byli to przede wszystkim graficy, ilustratorzy, plakaciści, malarze i rzeźbiarze. Dla większości z nich skóra była nowym materiałem artystycznym. Właśnie wybór prac z tej historycznej kolekcji możemy zobaczyć na Międzynarodowej Wystawie Skóroplastycznej, w dialogu ze współczesnymi artystami i artystkami. Wielu z nich pochodzi z Pomorza, a także z krajów, z których przyjeżdżali twórcy i twórczynie na plenery w Krzyni.
Osoby kuratorskie z BGSW, Tomek Pawłowski-Jarmołajew i Romuald Demidenko, nie wyjaśniają wprost znaczenia pojęcia „skóroplastyki”. Prowadzą nas raczej w stronę skojarzeń. „Skóroplastyka” może kojarzyć się mianowicie z rzemieślniczymi wyrobami skórzanymi, które były popularne w polskich wnętrzach w późnym PRL-u. Na wystawie nie znajdziemy jednak żadnych ozdobnych obiektów wnętrzarskich. Najbliżej dizajnu i wystroju wnętrz są reliefowe obiekty Cezarego Poniatowskiego, który pracuje między innymi ze sztuczną skórą i tapicerką.
Skóra, skórki, skórzaczki
W głównej siedzibie BGSW, na Podgrodziu w Słupsku, zobaczymy pierwszą część wystawy „Zapis w skórze”. Na suficie, ścianach i podłodze zamontowano proste, czarne metalowe konstrukcje autorstwa artystki Agnieszki Grodzińskiej. Jej instalacja staje się rodzajem stelażu, na którym eksponowane są realizacje skóroplastyczne. Dzięki temu zabiegowi scenograficznemu możemy oglądać je niemal z każdej strony, często również od podłoża, gdzie zachowały się daty, tytuły i numery inwentarzowe. Większość tych obiektów była prawdopodobnie przeznaczona do dekoracyjnego zawieszenia na ścianie. W nowej aranżacji osoby kuratorskie traktują je jednak jak formy przestrzenne, a samą galerię częściowo zamieniają w rodzaj muzealnego magazynu.
Jednocześnie odbierają widzowi komfort bezpiecznego dystansu: konfrontują go z materią, która może budzić dyskomfort, i kierują jego i jej uwagę ku krytycznemu wymiarowi wystawy
W progu witają nas cztery realizacje: „Organy” Danuty Kołwzan-Nowickiej, „Fałd” Jacka Stokłosy oraz „Pęknięcie” i „Oko” Zdzisława Kadziewicza. Pokazują one podstawowe eksperymenty i sposoby pracy z materiałem, które będą powracać w kolejnych salach. Wiele obiektów skórzanych opiera się na podobnych zabiegach formalnych: drapowaniu, rozcinaniu, zszywaniu czy wypychaniu. O nowe, bardziej konceptualne znaczenia wzbogacają tę historię przede wszystkim współczesne artystki i artyści.
Jedną z centralnych postaci jest czeski artysta Lukas Hoffmann, związany również ze światem mody. W pracy „S.C.L. (Skin Come Leather)” przeplata ujęcia przemysłowego, silnie chemicznego procesu przetwarzania zwierzęcych skór z bliskimi kadrami ludzkiego ciała, naznaczonego niedoskonałościami i chorobami. W Ustce tworzy z kolei malarskie kompozycje wideo, które okazują się mikroskopowymi obrazami świńskiej skóry. Prace Hoffmanna wprowadzają widza w obszar materialności ludzkiej i zwierzęcej skóry. Jednocześnie odbierają widzowi komfort bezpiecznego dystansu: konfrontują go z materią, która może budzić dyskomfort, i kierują jego i jej uwagę ku krytycznemu wymiarowi wystawy.
But w butonierce
W Krzyni polskie plastyczki i plastycy uczyli się pracy ze skórą m.in. od węgierskiej artystki i ekspertki Ilony Harsay, autorki książki kulturoznawczej poświęconej skórze i jej obróbce. Mieszkająca obecnie w Budapeszcie Harsay traktuje ten materiał podobnie jak tkaninę: marszczy ją, drapuje, związuje, drze i zszywa. Na wystawie w Słupsku zobaczymy jej cztery prace, w tym „Od zmarszczki do zmarszczki”, „Szkoda kwiatów” i „Kompozycje”, które zostały zakupione do kolekcji Muzeum Pomorza Środkowego w Słupsku. Z nielicznych informacji, jakie udaje mi się znaleźć w internetowych archiwach, wynika, że artystka prezentowała swoją twórczość na Węgrzech i w Austrii. Zajmowała się również projektowaniem kostiumów teatralnych, tworzeniem ponadnaturalnej wielkości rzeźb ze skóry oraz… produkcją butów.
W dialogu z kolekcją prezentowana jest twórczość Piniaka Przemysława. Jak czytamy w tekście kuratorskim, przed rozpoczęciem studiów artystycznych zajmował się on również projektowaniem obuwia. Około 2010 roku pracował nawet w słupskim Gino Rossi!
Niestety, w Słupsku nie zobaczymy ani monumentalnych rzeźb Harsay, ani zaprojektowanego przez nią obuwia. Brzmi to jednak jak całkiem dobry pomysł na inny projekt. Na wystawie nie zabraknie jednak butów. W dialogu z kolekcją prezentowana jest twórczość Piniaka Przemysława. Jak czytamy w tekście kuratorskim, przed rozpoczęciem studiów artystycznych zajmował się on również projektowaniem obuwia. Około 2010 roku pracował nawet w słupskim Gino Rossi!
Pierwszą część ekspozycji zamykają właśnie obiekty tego przedwcześnie zmarłego artysty. Na podeście zaprojektowanym przez Grodzińską możemy oglądać klasyczne buty Gino Rossi jego autorstwa, jeden z jego autorskich projektów obuwia, wyglądający jak chaotycznie zszyte ze sobą kawałki skóry, oraz „Maskę”. Ta ostatnia, przedstawiająca psi pysk i wykonana ze starej skórzanej kurtki, może skierować nasze myśli w stronę fetyszu poddaństwa i dominacji.
Piersi, pałka i gay anger
Wracając jeszcze na chwilę do tematu dziwności, osobliwości i kuriozów. Osoby kuratorskie zdecydowały się na umieszczenie na wystawie skórzanych obiektów autorstwa słynnego plakacisty Jakuba Erola, czyli „Piersi” i „Pałka”. Są one dokładnie tym, czym mają być: skórzanymi piersiami i drągiem zakończonym skórzanym penisem, które przywodzą na myśl gablotę z sex-shopu. Z relacji spisanej przez Erola oraz jego kolekcji zdjęć, umieszczonych w skromnej gablocie archiwalnej, dowiemy się, że plenery w Krzyni „to były dopiero zabawy!”. Ten tekst oczywiście wzbudza śmiech, bo ciekawie czyta się tak bezpośrednie wypowiedzi, pozbawione filtra, z których dowiadujemy się między innymi, jak dobrze było „nażreć się” za darmo. Ta postawa rodzi jednak również pewne wątpliwości (mimo że brzmi bardzo prawdziwie!). Obiekty Erola nie zostają jednak na wystawie bez komentarza. Zestawione są ze skórzaną rzeźbą „Performing Perforation” Grodzińskiej, która zdaje się tworzyć voyeurystyczną sytuację, w której przez niewielkie otwory podglądamy amatorską fotografię erotyczną.
Temat fetyszu i erotyki, zwłaszcza tej queerowej, zostaje rozwinięty w drugiej części wystawy w Ustce, zatytułowanej „Metabolizm i fetysz”. Reprezentują go troje queerowych artystów i artystek: Janina Sabaliauskaitė z Litwy, Dominik Styk ze Słowacji i Paweł Żukowski. Najbardziej dobitna jest seria „GAY graffiti” Żukowskiego, która, inspirując się estetyką popularnego w środowisku gejowskim twórcy Tom of Finland, przedstawia w stylistyce graffiti na kartonach bardzo męskie sceny erotyczne opatrzone rewolucyjnymi sloganami, takimi jak „gejowski gniew”.
Fotografie Janiny Sabaliauskaitė wydają się przy tym znacznie bardziej subtelne. Nic dziwnego, gdyż nawiązują do erotyki lesbijskiej, dodatkowo zakorzenionej w krajobrazie plaż Morza Bałtyckiego. Dobrze komponują się z lokalizacją galerii w nadmorskim kurorcie.
Metabolizm, czyli jak strawić wystawę
Dla plastyczek i plastyków uczestniczących w plenerach w Krzyni jest to, przynajmniej dla wielu z nich, pierwsza instytucjonalna wystawa w Polsce. Z kolei zaproszone współczesne artystki i artyści odnoszą się w swoich pracach do wybranych wątków obecnych na wystawie, takich jak etyka pracy ze skórą zwierzęcą, relacje człowieka ze światem natury, a także materialność skóry i sposób, w jaki odbieramy ją sensorycznie.
Czasami te zestawienia wydają się ciekawe i prowokujące, jak choćby połączenia, bazujące na intuicyjnych skojarzeniach i podobieństwach formalnych. Czasem jednak tematy i motywy zostały zestawione dość powierzchownie. Tak jest chociażby w „kąciku zwierzęcym”, gdzie obok skórzanego motyla Marka Kononowicza pojawiają się współczesne realizacje: rzeźba konia zjadającego swój własny ogon Jana Baszaka, wykonana między innymi ze zużytych czarnych skarpetek oraz moralizatorskie w treści wideo „Oczyszczenie” Wojciecha Dady, Katarzyny Górnej i Rafała Jakubowicza, w którym zwierzęta przejmują władzę nad światem i osądzają ludzkość za jej występki.
Osoby kuratorskie deklarują, że wystawa ma być jedynie skromnym przyczynkiem do zbadania pewnego zjawiska historycznego, jakim były plenery oraz artystyczna praca ze skórą w latach 70. i 80. Myślę, że ten cel udaje się częściowo spełnić, przede wszystkim poprzez udostępnienie historycznych zbiorów po raz pierwszy szerokiej publiczności.
Niestety, większość skórzanych prac z kolekcji nie broni się sama. Niektóre z nich są interesujące formalnie, ale bardzo trudno opisać je z perspektywy historii sztuki czy osadzić w szerszym kontekście. Funkcjonują one trochę poza czasem, w którym powstały. Trudno doszukać się w nich wyraźnych odniesień do prądów, tematów czy języka sztuki lat 70. i 80. Wiele z nich balansuje na granicy kiczu i trudno mi sobie wyobrazić, że po tym przełomowym odkryciu, skóroplastyki z Ustki będą teraz podróżować w tournée po wystawach w Polsce i Europie. Choć oczywiście mogę się mylić.
Mimo wszystkich zastrzeżeń ta kolekcja jest ważnym zapisem lokalnej mikrohistorii. Pokazuje nie tylko, jak w PRL-u wyglądała praca artystyczna z nietypowym materiałem, ale też jak blisko siebie mogły znaleźć się przemysł, rzemiosło i sztuka. Być może właśnie ten kontekst jest dziś ciekawszy niż same obiekty.
19.06–06.09.2026
BGSW / Ustka, ul. Zaruskiego 1a; BGSW / Podgrodzie, ul. Partyzantów 31a, Słupsk; BGSW / Baszta, ul. F. Nullo 8, Słupsk
Osoby artystyczne: Jan Baszak, Agnieszka Grodzińska, Katarzyna Górna, Wojciech Dada, Rafał Jakubowicz, Lukas Hofmann, Eszter Metzing, Hanna Nowicka, Przemysław Piniak, Cezary Poniatowski, Virginia Russolo, Janina Sabaliauskaitė, Dominik Styk, Karolina Wysocka, Paweł Żukowski.
Kuratorzy: Tomek Pawłowski-Jarmołajew, Romuald Demidenko.
__________________
Maj Smoszna – historyczka sztuki, autorka tekstów i niezależna kuratorka, działająca w obszarze sztuk wizualnych i performatywnych. Mieszka i pracuje w Warszawie i Berlinie.
__________________
__________________