W Galerii Odlot dzień pracy zaczyna się o dziewiątej. Powstają tu rysunki, grafiki, tkaniny i ubrania, a pomysły na kolejne prace sąsiadują z całkiem zwyczajnymi sporami o dyżury. O własnym języku twórczym, sukience inspirowanej zachodem słońca i uczeniu się od siebie nawzajem Natalia Królikowska rozmawia z Moniką Gromadzińską, projektantką mody i instruktorką, oraz Marleną, Adamem i Mikołajem, osobami tworzącymi Galerię Odlot.

 

 

Natalia Królikowska: Czym jest Odlot? Galerią, pracownią, miejscem spotkań?

Monika Gromadzińska: Galeria Odlot łączy te funkcje. Formalnie, jest częścią „Domu na Osiedlu”, inicjatywy, którą Anna Dyrka-Brzozowska stworzyła w latach dziewięćdziesiątych jako alternatywę dla domu pomocy społecznej. Chodziło o to, żeby osoby, które z różnych powodów nie mogły liczyć na opiekę rodziny, miały własny dom, mogły się rozwijać i uczestniczyć w życiu społecznym. Mieszkańcy tworzą wspólnotę, prowadzą codzienne życie przy wsparciu innych osób, a do pracowni przychodzą pracować.

 

 

Znajdujemy się na Starym Mieście w Łodzi, to już kolejna siedziba Galerii.

Monika: Tak, sama galeria ma już trzecią siedzibę. Najpierw działała przy Piotrkowskiej 118, później przy Sienkiewicza, teraz jesteśmy na Starym Mieście, przy Majzela. Lokal się powiększył, mamy więcej przestrzeni wystawienniczej i stopniowo urządzamy pracownie przeznaczone do różnych działań: szycia, pracy z tkaniną, grafiki. Z inicjatywy Weroniki, instruktorki która będzie z uczestnikami zajmować się tkactwem, ma powstać tkalnia. Być może pojawi się też duże, stare krosno, które Hanka chce nam przekazać. W każdym razie zmierzamy do nowej, innej odsłony galerii - bardziej spójnej w całości, w czym pomogą nam zaprzyjaźnione osoby zajmujące się aranżacjami. 

 

 

 

     Każda z tworzących tu osób wypracowała własny język twórczy. Bardzo wyraźnie widać ich indywidualność

 

 

 

Co wyróżnia pracę w Odlocie?

Monika: Każda z tworzących tu osób wypracowała własny język twórczy. Bardzo wyraźnie widać ich indywidualność. Jedni szczególnie dobrze odnajdują się w tkaninie i szyciu, inni w grafice, ale właściwie wszyscy próbują różnych rzeczy. Była też ceramika i pewnie jeszcze do niej wrócimy. Ważne, że członkowie i członkinie grupy mają dostęp do wielu technik i materiałów, mogą rozwijać umiejętności. Większość świetnie szyje na maszynie. Powstają linoryty, nadruki na ubraniach, hafty, duże tkaniny. Nie kończy się na kartce i farbach.

 

 

Pracujecie w stałym gronie?

Monika: W dużej mierze tak. Niektórych twórców już z nami nie ma, ale pozostały ich prace, często bardzo dużych rozmiarów. Mamy spore archiwum. Teraz chcemy pokazywać przede wszystkim to, co powstaje na bieżąco. Obecnie w Odlocie mamy dwanaście osób: dziesięć mieszka we wspólnocie, dwie przychodzą do pracowni. Adam jest od początku.

 

Marlena: Ja miałam dziewięć i pół roku, kiedy przyszłam.

 

 

Prace Mikołaja Karasińskiego i Adama Jedynaka, fot. Monika Gromadzińska

 

 

Jak wygląda wasz zwyczajny dzień?

Marlena: Przychodzimy na dziewiątą i pracujemy do czternastej. Czasem mamy też zajęcia ruchowe.

 

Monika: Raz w tygodniu jest gimnastyka. A dzień zaczyna się oczywiście wcześniej, bo trzeba wstać, zjeść śniadanie i dotrzeć do pracowni. Z tym wstawaniem bywa różnie. Zdarzają się dyskusje o tym, kto się spóźnia.

 

 

Czyli przychodzicie tutaj jak do pracy. Nad czym teraz pracujesz, Marleno?

Marlena: Będę robiła sukienkę.

 

 

Marlena Karasińska, fot. Monika Gromadzińska

 

 

Jaką?

Marlena: Kolorową. Zachód słońca.

 

Monika: Powstał już projekt na kartce. Teraz przekładamy go na tkaninę. Wybrałyśmy wspólnie materiały, Marlena powiększyła rysunek, żeby można było przenieść wzór na przód sukienki. To będzie abstrakcyjny zachód słońca. Najważniejsze, że ona wie, co chce zrobić. To jej projekt.

 

 

Jak powstaje taka tkanina?

Monika: To technika, którą zapoczątkowała tutaj Hanka. Bardzo mi się spodobała, więc ją kontynuuję. Łączy się warstwowo kilka tkanin, przeszywa je, a później ręcznie wycina fragmenty wierzchnich warstw, odsłaniając kolory schowane pod spodem. Powstaje coś przypominającego witraż. Część pracy wykonuje się na maszynie, ale wycinanie jest ręczne i bardzo czasochłonne. Kolory ukryte są w kolejnych warstwach, więc pojawia się też element niespodzianki. Mamy już zrobione w ten sposób kimono. Kiedy zobaczysz gotową rzecz, łatwiej będzie sobie wyobrazić efekt.

 

 

Ile czasu potrzeba na uszycie takiej sukienki?

Marlena: Miesiąc, dwa.

 

 

Marleno, czujesz się artystką czy projektantką?

Marlena: Projektantką.

 

 

Dlaczego właśnie projektantką?

Marlena: Bo wolę to drugie.

 

 

 

To dla wielu ludzi trudne zadanie, a im wydaje się przychodzić znacznie swobodniej, bez sięgania po gotowe klisze

 

 

 

A jak wyceniacie gotowe prace? Dodajmy, że do galerii można przecież przyjść i kupić prace artystów w różnych cenach, od prostych, tańszych przedmiotów po ubrania i większe realizacje. W ten sposób można wesprzeć Dom na Osiedlu, a przy okazji znaleźć coś oryginalnego dla siebie lub na prezent.

Monika: Dużo zależy od liczby poświęconych im godzin i od tego, ile jest w nich pracy ręcznej. Dotyczy to ubrań, ale też obrazów czy niewielkich form. Samo wyszywanie potrafi trwać bardzo długo. Cena musi ten czas uwzględniać. To kwestia szacunku do pracy.

 

 

Mikołaju, ty z kolei lubisz majsterkowanie?

Mikołaj: Tak, naprawiam i buduję.

 

Monika: Mikołaj bardzo lubi remonty i wszystkie związane z nimi prace. Lubi też robić rzeczy stolarskie, na przykład stołki, które później sam maluje. Szyje również pluszaki. Teraz urządzamy nową część galerii, więc ma sporo rzeczy do zrobienia.

 

 

Pracujecie czasami wspólnie nad jednym obiektem?

Monika: Tak. Zrobiliśmy na przykład bluzę, której tematem były emocje. Przyniosłam wycięte elementy wykroju, a każdy opracował jakiś fragment - haftował, wyszywał, przenosił rysunek na materiał. Na przodzie, tyle i rękawach znalazły się różne wyobrażenia emocji, tak jak rozumiały je poszczególne osoby. Przygotowujemy się również do stworzenia z większością uczestników pełnej kolekcji ubiorów, poprzez które będą opowiadać o sobie i swojej tożsamości. To dla wielu ludzi trudne zadanie, a im wydaje się przychodzić znacznie swobodniej, bez sięgania po gotowe klisze. Na co dzień pracujemy jednak w mniejszych zespołach. Jest kilkoro instruktorów, każdy proponuje inne tematy i techniki, więc dzielimy się w zależności od tego, kto nad czym chce pracować.

 

 

A Adam najchętniej rysuje?

Monika: Bardzo dużo. Ma wyrazisty, graficzny sposób rysowania. Na wystawie urodzinowej Miej Miejsce pokazywaliśmy cykl „Artyści i dyktatorzy”, czyli portrety artystów wykonane przez Adama. Adam stworzył też większość prac na jednej ze ścian. Przez dwa miesiące pracował nad wielkoformatową ośmiornicą, zlokalizowaną na ścianie i podłodze przy wejściu do galerii. Malowidłu towarzyszą pluszowe zabawki, między innymi świetna krewetka. Teraz zajmuje się wizerunkiem Matki Boskiej z Dzieciątkiem, inspirowanym sztuką ludową. Byliśmy ostatnio w Muzeum Mazowieckim w Płocku i po tej wizycie pojawił się taki pomysł. Adam przekłada go na swój język. To będzie obraz łączący malowanie i wyszywanie.

 

 

 

Przygotowania i otwarcie wystawy „Twarze i inne rzeczy”, Adam Jedynak i Mikołaj Karasiński, Patryk Różycki i Adam Jedynak, fot. Marcin Polak

 

 

Co czujecie, kiedy ktoś przychodzi na wystawę albo kupuje waszą pracę?

Marlena: Dobrze się czujemy, wesoło.

 

Monika: Mamy grono osób, które regularnie wracają. Ostatnio przyszła pani, która ma już podobno dwadzieścia obrazów z Odlotu. Kupiła nowe mieszkanie i szukała kolejnego. Nie znalazła akurat odpowiedniego, więc rozmawialiśmy o zamówieniu. Podobała jej się jedna z tkanin, ale potrzebowała czegoś w jaśniejszych kolorach. Są też osoby przyjeżdżające specjalnie spoza Łodzi. Wiedzą o galerii, mają już jakieś prace i szukają następnych.

 

 

Podobno niektórzy noszą je nawet na własnej skórze.

Monika: Była u nas dziewczyna z wytatuowaną grafiką Marleny. Gdzieś podczas wydarzenia można było wybrać wzory przygotowane na podstawie ich prac. Ktoś inny ma na całych plecach pracę Tomka, który był kiedyś członkiem galerii. To niesamowite, kiedy przyjeżdża ktoś z daleka i okazuje się, że zna te prace tak dobrze. A jednocześnie zdarzają się sąsiedzi, którzy mieszkają tu od dawna i dopiero teraz odkrywają, co znajduje się między blokami. Wchodzą i są zaskoczeni.

 

 

 

Monika: Przede wszystkim myślę o intuicyjnym sposobie tworzenia i o własnym języku. Te osoby nie kształciły się na uczelniach artystycznych, ale ich sposób rysowania czy budowania form jest bardzo charakterystyczny

 

 

 

W jakim obiegu funkcjonuje sztuka powstająca w Odlocie? Używasz określenia „art brut”. Co ono dla ciebie znaczy w odniesieniu do tego miejsca?

Monika: Przede wszystkim myślę o intuicyjnym sposobie tworzenia i o własnym języku. Te osoby nie kształciły się na uczelniach artystycznych, ale ich sposób rysowania czy budowania form jest bardzo charakterystyczny. Kiedy przeglądam archiwum, rozpoznaję autorów prac sprzed dziesięciu lat. Widzę, kto je zrobił, chociaż wtedy jeszcze tutaj nie pracowałam. Artyści z akademickim wykształceniem czasem długo dochodzą do takiej swobody, intuicyjności gestu. Tutaj ten język jest ich własny, a jednocześnie cały czas się rozwija. Nowi instruktorzy przynoszą kolejne techniki i możliwości. Próbujemy wracać do dużych tkanin, szukamy nowych sposobów pracy.

 

 

Otwarcie wystawy „Twarze i inne rzeczy”, Adam Jedynak i Mikołaj Karasiński, fot. Marcin Polak

 

 

Instruktor też przecież wnosi własny gust i wyobrażenie o tym, jak powinna wyglądać praca. Jak znaleźć granicę między podpowiedzią a narzucaniem rozwiązania?

Monika: To czasem trudne. Nie da się być całkowicie przezroczystym. Zdarza się, że mówię: spróbuj teraz inaczej, może poprowadź to w tę stronę. Ale pilnuję, żeby nie narzucać za dużo. Ważne jest, żeby to był pomysł osoby, która pracuje, i żeby gotowa rzecz pozostała jej pracą.

 

 

Jesteś projektantką mody, masz doktorat ze sztuki. Jak trafiłaś do Odlotu?

Monika: Kilka lat temu odpowiedziałam na ogłoszenie. Przez pewien czas pracowałam w części galeryjnej przy Sienkiewicza, później nasze drogi się rozeszły. Zajęłam się projektowaniem, pracowałam też w korporacji. Zostawiłam jednak wiadomość, że gdyby pojawiła się możliwość powrotu, chętnie tu wrócę. Po jakimś czasie Hanka zadzwoniła. I zostałam. Nie jestem tutaj codziennie, ale przychodzę kilka razy w tygodniu. Cieszy mnie to jak galeria się rozwija.

 

 

Monika Gromadzińska, fot. z archiwum artystki

 

 

Muszę przyznać, że robi ogromne wrażenie już od progu.

Monika: Kiedy zaczynałam, była inaczej zaaranżowana. Hanka miała swój sposób eksponowania prac, było ich bardzo dużo. Ja nie umiałabym zrobić tego tak jak ona, więc teraz układamy je trochę inaczej. Ale niezależnie od aranżacji to miejsce ciągle się odkrywa. Zauważasz pracę, której wcześniej nie zapamiętałaś, i pytasz: „To było tutaj cały czas?”.

 

 

Jak wybierasz tematy do wspólnej pracy?

Monika: Myślę o konkretnej osobie, o tym, co lubi i w czym jest dobra. Tak było z portretami Adama. Kiedyś powiedziałam: „Narysuj Trumpa, może zrobimy zabawną karykaturę”. Wyszedł trochę jak dzieciak. Potem zaproponowałam Kim Dzong Una. Zaczęła powstawać seria, bo zobaczyłam, że Adam świetnie się w tym odnajduje. Z Marleną bardzo lubimy pracować nad ubraniami. Pomagam jej przy kształcie wykroju, podpowiadam, gdzie umieścić wzór. Ona opracowuje go na kartce, a kiedy wszystko jest gotowe, pracuje dalej sama. Ma ogromną cierpliwość. Podziwiam, że potrafi tak długo siedzieć nad jednym haftem.

 

 

„Artyści i dyktatorzy”, Adam Jedynak, fot. Monika Gromadzińska

 

 

Dwie projektantki przy jednym stole. Czy uczysz się tutaj czegoś, co później wykorzystujesz we własnej twórczości?

Monika: Tak, choć nie zawsze bezpośrednio. Technika łączenia tkanin, o której opowiadałam, okazała się idealnym rozwiązaniem przy jednym z moich projektów. Efekt był inny niż w pracach powstających tutaj, ale samą metodę poznałam właśnie w Odlocie. Uczymy się od siebie nawzajem.

 

 

W twoich projektach ważny jest kontekst - codzienność, otoczenie, rzeczy zwyczajne, którym dopiero przyglądasz się uważniej. Zastanawiam się, czy z Odlotem łączy cię również pewna wrażliwość.

Monika: Nie myślałam o tym w ten sposób, ale być może tak. Sama nie czuję, że mam jeden styl czy język projektowania ubrań. Zwykle wychodzę od tematu i dopiero do niego dobieram środki. Dlatego tak inspirująca jest dla mnie konsekwencja tutejszych twórców. Nie chodzi o to, że pracują zawsze jedną techniką, tylko o to, że ich język jest rozpoznawalny w różnych pracach. Nie trzeba mieć profesjonalnego wykształcenia, żeby wypracować własny idiom. Podziwiam to, bo sama działam inaczej.

 

 

 

O sztukę się nie kłócimy

 

 

 

Dużo mówimy o swobodzie tworzenia i wzajemnej inspiracji. A co z trudnościami? Kłócicie się czasem?

Mikołaj: O to, kto zamyka galerię, kto pozmywa.

 

Monika: Są ustalone dyżury, ale oczywiście zdarzają się o nie spory. Ktoś jest bardziej chętny, ktoś mniej, a później pada: „Ty nie robiłeś, a ja robiłem”. Zwyczajne konflikty codziennego życia.

 

 

A o sztukę?

Marlena: O sztukę się nie kłócimy.

 

 

Ula Kędzierska, fot. Monika Gromadzińska

 

 

W świecie sztuki dużo zależy od kontaktów, obecności w odpowiednich miejscach, współpracy z kuratorami. Jak to wygląda z waszej perspektywy? Potrzebujecie relacji z innymi galeriami i artystami?

Monika: Takie kontakty są. Były wystawy wyjazdowe, na przykład we Wrocławiu. Ktoś zobaczył prace, zapamiętał galerię i później zaprosił do współpracy. Istnieją miejsca zajmujące się podobną twórczością i między nimi nawiązują się relacje. Mam wrażenie, że przez długi czas sporo osób w Łodzi wiedziało o Odlocie, ale niekoniecznie przekładało się to na wspólne działania. Teraz się to zmienia. Jest większe otwarcie na współpracę, pojawiają się zaproszenia. Twórcy uczestniczyli w wystawie w Galerii Bałuckiej, mieli też wystawę w Rondzie. Ludzie przychodzą z pomysłami, choć czasem od rozmowy do realizacji mija sporo czasu, bo trzeba uzgodnić terminy. Było też zamówienie lalek do spektaklu „Wykluczeńcy” Fundacji Analog z Warszawy. Szyto je tutaj. Część podobnych obiektów jeszcze mamy, wiele znalazło już nabywców.

 

 

Spektakl Fundacji Analog, fot. archiwum Galerii Odlot

 

 

Przy takiej liczbie powstających prac potrzebujecie też sporego archiwum. Jak sobie z tym radzicie?

Monika: Prace były wcześniej przechowywane w różnych miejscach. Teraz zebraliśmy je razem, mamy do dyspozycji dużą piwnicę. Chcielibyśmy jeszcze uporządkować je według autorów, tak żeby każdy miał swoją półkę i żeby prace się nie mieszały. Przy starszych rzeczach zdarza się problem z ustaleniem autorstwa. Nie wszystkie są podpisane, a czasami nawet sami twórcy już nie pamiętają, kto daną pracę zrobił. Jeśli nie można rozpoznać charakterystycznego stylu, trudno to później odtworzyć.

 

 

Rozbudowujecie również same pracownie. Co jeszcze tutaj powstanie?

Monika: Część pomieszczeń jest nadal w remoncie. Na górze mamy miejsce, które chcemy przeznaczyć na tkalnię. To kameralna przestrzeń z mozaiką. Stopniowo ją przygotowujemy. Dba i zajmuje się nią instruktorka Weronika.

 

 

Jest też przestrzeń wystawiennicza.

Monika: Tak, teraz pokazujemy w niej prace Marleny. Wystawy zmieniają się, każda trwa przez kilka tygodni dzięki czemu możemy przyjrzeć się twórczości konkretnej osoby.

 

 

Wystawa Marleny Karasińskiej, fot. Monika Gromadzińska

 

 

Marleno, mówiłaś, że wolisz nazywać siebie projektantką. Na twojej wystawie są właśnie ubrania i tkaniny.

Monika: Są tu rzeczy z różnych okresów. Jedna powstała kilka lat temu, inną Marlena zrobiła już ze mną. Zestawione razem bardzo dobrze współgrają kolorystycznie. Ta tkanina jest częściowo przezroczysta, warto zobaczyć ją pod światło. A tutaj jest kimono, o którym opowiadałam. W sukience inspirowanej zachodem słońca wykorzystamy podobną technikę. Wycinanie kolejnych warstw odsłania ukryte pod nimi kolory. Niektóre fragmenty przepuszczają światło, co daje dodatkowy efekt.

 

 

Kimono Marleny Karasińskiej, fot. Monika Gromadzińska

 

 

Czy twórcy mają wpływ na to, które prace oglądamy po wejściu do galerii?

Monika: Tak, potrafią się o to upomnieć. Mamy duże, bardzo efektowne prace chłopaka, który już nie uczestniczy w naszych zajęciach. Przez długi czas były mocno wyeksponowane. Niektóre osoby zaczęły się jednak buntować: skoro to one teraz tutaj pracują, dlaczego na wejściu pokazujemy przede wszystkim jego rzeczy? Nie chcemy chować starszych prac, ale zależy nam, żeby na pierwszym planie znalazła się twórczość osób, które są obecnie z nami. Zresztą rzeczy z różnych lat dobrze ze sobą współgrają. Czasem dopiero po ich zestawieniu widać, jak wiele je łączy.

 

 

Adam lubi kosmos i potwory, więc podsuwamy mu Boscha

 

 

 

Na półkach macie też książki o sztuce. Czy osoby tworzące w Odlocie mają swoich ulubionych artystów?

Monika: Nie powiedziałabym, że każdy ma ulubionego artystę. Częściej to my coś proponujemy, szukając odniesień do zainteresowań i sposobu pracy konkretnej osoby. Adam lubi kosmos i potwory, więc podsuwamy mu Boscha. Chętnie sięga po te przedstawienia i bardzo ciekawie przekłada je na własny język. Robiliśmy też prace nawiązujące do Stryjeńskiej.

 

 

A zdarzają się dni, kiedy po prostu nie chce wam się przyjść do pracowni?

Marlena: Ja tak mam.

 

Monika: Marlena akurat należy do bardzo obowiązkowych osób. Powie, że nie chce jej się przyjść, a i tak przyjdzie.

 

 

No tak, zawsze najtrudniej wyjść z domu. A Ty, Adam, chętnie przychodzisz do pracowni?

Adam: Tak, rysuję tutaj. Ale w domu też.

 

Monika: Tak, ciągle rysuje.

 

 

Adam Karasiński, fot. Monika Gromadzińska

 

 

Podziwiam waszą pasję i wytrwałość! Dzięki za rozmowę i oprowadzenie.

 

 

Tekst powstał w ramach cyklu „Pomiędzy światami”, poświęconego artystkom, artystom i twórcom działającym poza głównymi obiegami kultury i sztuki w ramach zadania „Miej Miejsce w kulturze 2026–2027”, dofinansowanego z programu Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego „Czasopisma” oraz z budżetu Miasta Łodzi w ramach programu „Łódź pełna kultury”.

 

 

______________________

 

 

Monika Gromadzińska – artystka, projektantka ubioru i tkaniny unikatowej oraz instruktorka pracowni twórczej w Galerii Odlot. Dyplom oraz tytuł doktora sztuki uzyskała w Akademii Sztuk Pięknych w Łodzi. W pracy artystycznej działa na pograniczu mody, rzeźby i eksperymentu tekstylnego, łącząc doświadczenie z przemysłu modowego z poszukiwaniami autorskimi. Swoje kolekcje prezentowała m.in. na Fashion Week Poland w sekcji Off Out of Schedule, a jej prace uczestniczyły w wystawach, w tym w wystawie głównej Międzynarodowego Triennale Tkaniny 2022 w Centralnym Muzeum Włókiennictwa  

 

 

______________________

 

 

Natalia Królikowska – łodzianka, dra nauk humanistycznych, producentka wydarzeń kulturalnych, aktywistka literacka, zawodowo związana z Teatrem Jaracza, w którym odpowiada za komunikację i rozwój publiczności.

 

______________________

 

 

______________________

 

 

Zdjęcie główne: członkowie i członkinie Galerii Odlot, fot. Ania Gniatkowska