Co zostaje z miejsc, których już nie ma? Czasem kapitel kolumny, kilka filiżanek, stara fotografia albo wspomnienie smaku ciast. Wystawa w Gdańskim Centrum Sztuki Współczesnej nie rekonstruuje przeszłości, lecz przygląda się temu, jak działa pamięć – osobista, zbiorowa i artystyczna. Z pozornych drobiazgów artyści i artystki budują opowieść o kawiarni „Marysieńka”, trzecich miejscach i tym, co pozostaje po świecie, który już się zmienił. Aleksandra Boćkowska o wystawie „Z miejsca, w którym stoisz”.

 

 

Z miejsca, w którym stoję, czyli z tarasu przed siedzibą (jedną z pięciu) Gdańskiego Centrum Sztuki Współczesnej mogłabym patrzeć na kamienice po drugiej stronie ulicy Szerokiej. Zrezygnowano jednak z planu ich odbudowy, więc zerkam na fontannę z rzeźbą Alfonsa Łosowskiego z 1966 roku i otaczający ją skwer Świętopełka. Gdyby nie protesty mieszkańców przeciw wyburzeniu rzeźby – taki pomysł mieli urzędnicy przy okazji rewitalizacji skweru – widok byłby inny. Z okien galerii widać ulicę Złotników, do spożywczaka co chwilę zmierzają osoby w strojach z epoki napoleońskiej, książęta i arystokratki – nieopodal odbywa się akurat sąsiedzkie święto ulicy Świętego Ducha, pomiędzy tańcami trzeba się posilić.

To wszystko świetnie się składa. Wystawa „Z miejsca, w którym stoisz”, która trwa w GCSW to szkatułkowa opowieść o tym, co zostaje z przeszłości – artefaktach, okruchach, wspomnieniach, domysłach, a także o tym, jak rezonują one w codzienności.

 

 

Ważny jest dla mnie motyw trzeciego miejsca, gdzie pomiędzy pracą a domem, możemy się spotkać, porozmawiać, wymienić myśli. Kawiarnia spełnia te założenia

 

 

 

Trzecie miejsce

Wiadomo, że nikt nie przeoczy pieska, ale na wszelki wypadek uczulam: przycupnął przy podłodze, w przedsionku przed wejściem do dużej sali. Namalowany przez Annę Kołodziejczyk, studentkę Wydziału Malarstwa gdańskiej ASP, jak to piesek, sygnalizuje, że zdarzy się coś ważnego.

Ważne w tym wypadku jest na końcu dużej sali – kapitel kolumny z królową Marysieńką Sobieską na szezlongu i pieskiem, bardzo podobnym do tego z przedsionka, u stóp. Kapitel dekorowali absolwenci Państwowej Wyższej Szkoły Sztuk Plastycznych (obecnie ASP) i jest wszystkim, co zostało z kawiarni „Marysieńka”.

Słynny w PRL lokal mieścił się tu, gdzie dziś znajduje się galeria Gdańskiego Centrum Sztuki Współczesnej. Zanim kuratorka wystawy Gabriela Warzycka-Tutak zaprosiła do współpracy artystów i artystki, poprosiła historyka Klaudiusza Grabowskiego o kwerendę na temat kawiarni. Ten w archiwalnych dokumentach i gazetach znalazł mnóstwo wiadomości.

 

czarno białe zdjecie przedstawiające wnętrze kawiarni, na środku kelnerka z tacą w dłoni

Wnętrze galerii w z białem słupem zwieńczonym ozdobnym drewnianym ozdobnikiem, obok obraz, zdjęcie i instalacja artystyczna

 

Wnętrze kawiarni „Marysieńka”  przy ul. Szerokiej w Gdańsku. Dzięki uprzejmości Kosycarz Foto Press / KFP, fot. Zbigniew Kosycarz, zdjęcie dolne: Widok wystawy „Z miejsca, w którym stoisz”, fot. Tomasz Koszewnik

 

 

 

„Marysieńka”, zaprojektowana na początku lat 50. w Miastoprojekcie, już w założeniach miała być reprezentacyjna. Początkowo nad programem czuwał Związek Młodzieży Polskiej – nie serwowano alkoholu, a dansingi kończyły się o 22. Gdy lokal przejęły Gdańskie Zakłady Gastronomiczne Śródmieście (a potem inne instytucje odpowiadające za uspołecznioną gastronomię), obyczaje nieco rozluźniono. Nadal umawiano się tutaj na tańce, zdarzały się koncerty jazzowe, wieczory autorskie oraz wernisaże. Sławę przyniosły kawiarni słodycze – w 1972 roku z okazji tłustego czwartku usmażono tutaj 20 tysięcy pączków, ogromną popularnością cieszyły się kiermasze i pokazy wypieków, a na co dzień plotkowano przy torcikach Hetmańskim, Bahama, Manuela, Mocca i Dominik. Dominik najpewniej wziął nazwę od Jarmarku Dominikańskiego, który inaugurowano rokrocznie z tarasu „Marysieńki”. W latach 80. rozkręciła się rozrywka. W poniedziałki organizowano „Rewie gwiazd variétés”. „Na początku 1982 roku występowali tu połykacze ognia […], w trakcie jednego z występów estrada zajęła się ogniem, który szybko opanowano. Męski duet „Karate” prezentował umiejętności rodem z „Wejścia smoka” – relacjonuje Klaudiusz Grabowski. – Gwoździem programu był pokaz striptizerek, w tym czasie w Marysieńce występowały: Margot, Darling i Sylvia. Najlepszą opinią cieszyła się ostatnia z pań, której występy miały charakteryzować się dobrym tempem i temperamentem”.

– Osoby artystyczne otrzymały kwerendę Klaudiusza Grabowskiego i hasło „z miejsca, w którym stoisz”. Kwerenda mogła stanowić punkt wyjścia do myślenia nad pracą, ale nie wymagałam, żeby prace odnosiły się bezpośrednio do historii „Marysieńki” – tłumaczy kuratorka Gabriela Warzycka-Tutak. – Chciałam odnaleźć perspektywę osób artystycznych, zobaczyć miejsce poprzez ich dzieła, sposób patrzenia, wrażliwość. Ważny jest dla mnie motyw trzeciego miejsca, gdzie pomiędzy pracą a domem, możemy się spotkać, porozmawiać, wymienić myśli. Kawiarnia spełnia te założenia.

Pracując nad wystawą wymieniali myśli, rozmawiali, spotykali się na teamsach, meetsach i whatsappie, bo mieszkają w różnych miastach. Zresztą tak się trochę świat potoczył, że na propozycję spotkania, choćby proponował je sąsiad, pytamy o miejsce w sieci, a nie w mieście.

 

 

Marianna podkreśla to, że to nie jest miła rozmowa przy kawce, a rozmowa międzypokoleniowa, każda mówi w innym języku

 

 

 

Myszki i ludzie

W „Marysieńce” (nie istnieje od 1993 roku) przerobionej na galerię Margot, Darling i Sylvia znów stanowią gwóźdź programu. To wykonane z aluminium z puszek po napojach ludziki o dziewczęcym wdzięku. Pląsają w rytm muzyki Miki Tkacza i The Smiths. Trójmiejska artystka Maja Demska pamięta z jarmarków, również Dominikańskiego tańczące myszki, które zastygały już w chwili zakupu; w domu nie tańczyły nigdy.

„Ja ich nigdy nie kupiłam, bo moi rodzice zawsze mi mówili, że to jest scam i że one nie będą tańczyć. Chociaż zawsze mnie to kusiło – opowiada Annie Batko w rozmowie opublikowanej w towarzyszącej wystawie gazecie. – Kiedy usłyszałam tytuł wystawy, najpierw zobaczyłam przed oczami komiks z Myszką Miki, a potem przypomniałam sobie tę zabawkę. To był jakiś unlocking wspomnienia. Kolejna rzecz, która mnie zaciekawiła, to jakiego rodzaju iluzje buduje taniec. […] Występowały tam też striptizerki – Margot, Sylvia i Darling – i to mi się podobało, bo w striptizie też jest element iluzji. Jest to całe show rozbierania się, nierozbierania, odkrywania i zakrywania. I to jakoś zainspirowało mnie do formy, jaką te postaci przyjęły”.

Artystka nazywa tancerki ufoludzicami. „Dla mnie wszystkie postaci, które bytują w przeszłości, są ufoludkami. Nie ma większej różnicy między postacią fikcyjną a historyczną. Kultura zawsze przerabia życiorysy osób historycznych. Myślę, że konstruujemy je dla siebie bardzo podobnie do tego, jak konstruujemy sobie w głowie obraz ufoludka” – tłumaczy. Margot, Sylvia i Darling tańczą, bo Maja Demska zbudowała precyzyjny mechanizm, który wprawia je w ruch. Skryła go w kabinowej walizce połączoną niewidoczną żyłką z magnetofonem i tancerkami.

To wymowny gest, bo walizka – pozostając atrybutem podróży – służy też do przechowywania wspomnień. Podróż tak czy inaczej generuje wspomnienia, a są jeszcze strychy, piwnice i wiekowe szafy, gdzie znajdujemy walizy pełne listów, ciuchów i co tam jeszcze zostawili przodkowie.

 

trzy figurki podobne do myszek toją pomiędzy walizką a magnetofonem na kółkach w galerii

 


Maja Demska, Sylvia, Margot i Darling", 2026, magnetofon, walizka, aluminium z puszek po napojach energetycznych, dźwięk, fot. Tomasz Koszewnik

 

 

 

Przodkowie i przodkinie powracają na wystawie co rusz. Pamięta o nich Przemek Branas, autor instalacji „Brush Your Ancestor’s Teeth” „Po polsku zatytułowałem swoją pracę „Szczotkuj zęby swoich przodków”. Jest ona trochę o wstydzie, ale z drugiej strony o tym, że dziadzieję – tłumaczy Branas w rozmowie z Emilią Konwerską.

– Pewnie kilka lat temu szczotkowałbym te popsute i pożółkłe zęby ze wstydem, a teraz mam poczucie bliskości. Trzeba dbać o przodków na różne sposoby. Mamy ich też w sobie. Mój obiekt, nazwijmy go staroświecko asamblażem […] to taka włoska szafka łazienkowa z lat 60., po angielsku cabinet. W środku jest szeroki uśmiech i dwie przeskalowane szczoteczki do zębów, a włosie jest zrobione ze zboża”.

Na plecach tej szafki znajduje się rycina „Zabawa ludowa pod Malborkiem” z 1587 roku autorstwa Antona Möllera the Eldera. To artysta, który portretując codzienność, nie szczędził scen przemocy i niepokoju.

 

Instalacja artystyczna, kolorowe elementy a na nich szczotka

 

Przemek Branas, Brush Your Ancestor’s Teeth", 2024–2026, obiekt mix media, szafka stalowa, lustro, akryl, srebro, światło, zboże, fot. Tomasz Koszewnik

 

 

 

Najwymowniej o przodkiniach opowiada Marianna Marszałkowska w pracy „słodzić, to nie wypada”. Z pozoru to rzecz o filiżankach z babcinej kolekcji. One tu, dosłownie, grają główną rolę. We dwie stoją na podłodze, a nad nimi krążą, od czasu do czasu uderzając o naczynia, kostki wyobrażonego cukru. Hałasują, hałas – swoją drogą – powodują silniczki od elektrycznych szczoteczek do zębów. „W mojej pracy kostki cukru obracają się raz wolniej, a raz szybciej. Czasem wypadają ze swojej trajektorii i wtedy odbijają się od filiżanki jak mucha. Wydają irytujące dźwięki, takie: „Diiing!”. To może przypominać też dźwięk zmywanych naczyń” – opowiada artystka Emilii Konwerskiej.

– Marianna Marszałkowska planowała, żeby tych filiżanek było dużo więcej, miały stać się swojego rodzaju orkiestrą – mówi Gabriela Warzycka-Tutak. – Ostatecznie pokazujemy dwie, bo dzięki temu siła tej pracy jest większa. Marianna podkreśla to, że to nie jest miła rozmowa przy kawce, a rozmowa międzypokoleniowa, każda mówi w innym języku.

 

Dwie filżanki na podłodze galerii, nad nimi wirujące kostki cukru

 

Marianna Marszałkowska, słodzić, to nie wypada", 2026, instalacja kinetyczna z wykorzystaniem przedmiotów znalezionych, fot. Tomasz Koszewnik

 

 

 

 

Rzeczywistość ani drgnie

Wystawie patronują film, literatura i muzyka. Najmocniej – „Człowiek do wszystkiego” Roberta Walsera. To powieść, która stała się kanwą filmu Anki i Wilhelma Sasnalów – w ramach wystawy film jest wyświetlany w siedzibie GCSW w Nowym Porcie. Oglądamy też obraz Sasnala namalowany na podstawie okładki płyty The Smiths z 1984 roku. Z tego albumu pochodzi nagrany rok wcześniej utwór „This Charming Man”. Powraca na wystawie w soundtracku dla tancerek. W siedzibie GCSW przy ul. Piwnej wyświetlany jest film Franciszki i Stefana Themersonów „Przygoda człowieka poczciwego” (1937).

Dzieli te dzieła prawie wszystko – czas powstania, styl i nośnik opowieści; łączy jeszcze więcej: przekonanie, że wobec rzeczywistości człowiek jest bezradny – może celebrować, buntować się albo kpić, a ona ani drgnie.

 

 

Spacerując po galeriach przy Szerokiej i Piwnej, a można krążyć po nich długo i wciąż odnajdywać nowe związki, dostrzegać drobiazgi, cały czas myślę o tym „nic konkretnego”

 

 

Z okien siedziby przy Piwnej widać mury Bazyliki Mariackiej. Ten widok inspirował Mikołaja Moskala, gdy tworzył instalację z papieru (bez tytułu), której odbiór zależy od wpadającego przez okna światła i, oczywiście, miejsca, w którym stoję.

– Naturalne światło jest dla Mikołaja Moskala bardzo ważne. Ta praca to powidoki tego, co zapisał i zapamiętał podczas wizyt studyjnych – tłumaczy Gabriela Warzycka-Tutak. – Mówił, że jego prace nie muszą przypominać niczego konkretnego, są zapisem twórczego procesu.

 

wystawa w galerii, instalacja składająca się z liter, dwie białe gabloty, mały obraz na ścianie

 

Widok wystawy „Z miejsca, w którym stoisz”, po prawej Mikołaj Moskal, Bez tytułu, 2026, gwasz, tempera na papierze, drewno, fot. Tomasz Koszewnik

 

 

 

Spacerując po galeriach przy Szerokiej i Piwnej, a można krążyć po nich długo i wciąż odnajdywać nowe związki, dostrzegać drobiazgi, cały czas myślę o tym „nic konkretnego”. W wypowiedzianych przez kuratorkę słowach odnajduję sens tej znakomitej wystawy. Bo przecież tyle zostaje z całej tej starannie pielęgnowanej przeszłości – obtłuczone naczynia, wygasłe neony, notatki z roku na rok mniej zrozumiałe. Nic konkretnego i coraz grubsze warstwy interpretacji.

 

 

„Z miejsca, w którym stoisz”
Gdańskie Centrum Sztuki Współczesnej, Szeroka 37, Piwna 27/29, Gdańsk
29.5  –  27.09.2026
Osoby artystyczne: Ania Bąk, Zuzanna Bartoszek, Przemek Branas, Maja Demska, Antonina Gugała, Igor Kubik, Marianna Marszałkowska, Mikołaj Moskal, Wilhelm i Anka Sasnal, Franciszka i Stefan Themersonowie (Themerson).
Kuratorka: Gabriela Warzycka-Tutak, współpraca: Natalia Śliwińska

 

 

Artykuł opublikowano w ramach zadania „Miej Miejsce w sztuce 2026" dofinansowanego z programu MKiDN „Sztuki wizualne".

 

 

_____________________

 

 

Aleksandra Boćkowska  dziennikarka, reporterka, redaktorka. Autorka książek, m.in. „Gdynia. Pierwsza w Polsce” (Czarne, 2025) i wcześniejszych o PRL i jego schyłku – „Księżyc z peweksu. O luksusie w PRL” i „Można wybierać. 4 czerwca 1989 roku”. Współpracuje m.in. z „Dwutygodnikiem”, „Wysokimi Obcasami Extra” i „Vogue”. Członkini Unii Literackiej.

 

 

_____________________

 

 

 

_____________________

 

 

Zdjęcie główne: Fragment pracy Przemka Branasa Brush Your Ancestor’s Teeth", fot. Tomasz Koszewnik