Z Kubą Wandachowiczem dyrektorem konkursu New Gens Music rozmawiam o nowej fali łódzkich zespołów oraz o możliwościach i ograniczeniach jakie współczesne realia stawiają przed młodymi twórcami i twórczyniami. Poruszamy również temat braku infrastruktury klubowej w Łodzi, oraz o perspektywie przenoszenia działalności kulturalnej z centrum na peryferia, która może być bardziej szansą jej rozwoju niż marginalizacji.

 

 

 

Bartosz Nowicki: Jak dużo zgłoszeń wpłynęło do konkursu New Gens Music?

Kuba Wandachowicz: Otrzymaliśmy wstępnie ponad sto zgłoszeń. Nie każdy jednak w swoim bio podawał skąd jest, a jednym z wymogów konkursu było powiązanie z Łodzią w jakiś zasadny sposób. Spora część, około 50 artystów, artystek, czy zespołów było z innego miasta. Zostało 79 wykonawców, z których zebraliśmy grupę eliminacyjną. Ubolewam nad ograniczonym budżetem, bo najlepszą opcją byłoby stworzenie cyklu, w ramach którego można byłoby zorganizować występ każdego z przyjętych do konkursu kandydatów, czy kandydatek. 

 

 

 

Wydaje mi się, że po tym jak w Łodzi poupadały wszystkie kluby, w których można było zrobić koncert na 300-350 osób, jest to w tym momencie najlepsze miejsce do organizacji takich wydarzeń

 

 

 

To chyba byłaby ilość nie do przerobienia?

Zdaję sobie z tego sprawę, natomiast właśnie takimi cyklicznymi koncertami stwarzasz szersze pole artystyczne, tworzysz pewną rzeczywistość wychodzącą dalej niż ramy konkursu. Mogłoby to odbywać się choćby w Domu Kultury Ariadna, która po remoncie już wkrótce zostanie w pełni oddana do użytku. Wydaje mi się, że po tym jak w Łodzi poupadały wszystkie kluby, w których można było zrobić koncert na 300-350 osób, jest to w tym momencie najlepsze miejsce do organizacji takich wydarzeń.

 

Zdjecie młodego zaspołu muzycznego na sali prób, niebieska poświata

 

Potato Stonks, fot. materiały organizatorów

 

 

Brak takich miejsc jest zauważalna. Kiedy przeglądam tour listy zespołów gromadzących taką frekwencję to tym co najbardziej kłuje mnie w oczy jest to, że one najczęściej omijają Łódź.

Zdarza mi się dostawać zapytania muzyków o możliwość organizacji w Łodzi koncertów, ale często nie potrafię im w tym pomóc. W związku z tym liczę, że Ariadna po remoncie i wyposażeniu jej w sprzęt gwarantujący dobry poziom sceniczny stanie się idealnym miejscem do tego typu wydarzeń.

 

 

 

Potencjał Ariadny tkwi również w jej bogatej historii obfitującej w szereg muzycznych inicjatyw na czele z wydarzeniami o charakterze kontrkulturowym z lat 90., jak cykl „Wunder Wave”, czy pierwsze łódzkie rave’y.

Tę historię jak najbardziej można wykorzystać. Zdaję sobię sprawę, że nie jest to w centrum i że nie wszyscy mieszkają na Widzewie…

 

 

… ale można tam w 5 minut dojechać pociągiem z Łodzi Fabrycznej. Realizując w ubiegłym roku na Grembachu pracę związaną ze Stypendium Artystycznym Miasta Łodzi, odniosłem wrażenie, że ten fragment miasta, ma ogromny potencjał do rozwoju i stania się być może również jakąś kolejną inkarnacją dawnego Offa. Jest DK Ariadna, tymczasową siedzibę ma Teatr Powszechny, wokół dużo zieleni i unikalna industrialna zabudowa. Peryferia mogą być ciekawą opcja dla życia kulturalnego w Łodzi.

Zdecydowanie tak. Ja przez długi czas myślałem o Łodzi tylko przez pryzmat centrum i śródmieścia. Teraz jeżdżę więcej po mieście i odwiedzam Teofilowy, Żubardzie, czy Widzew i to są świetne miejsca, często z już istniejącą infrastrukturą potrzebną do tworzenia kultury jak w przypadku DK Żubardź, w którym dziś się spotkaliśmy. Od tego jest ten ośrodek kultury właśnie tutaj, aby dbał o kulturalne potrzeby jego mieszkańców, które wierzę, że są ogromne. I dlatego z taką nadzieją myślę też o Ariadnie. Można z niej zrobić fajne miejsce koncertowe, otwarte na wszelkiego rodzaju inicjatywy, szczególnie ludzi młodych. Chciałbym tam przenieść m.in. Festiwal Piła, który miał już parę edycji, z których część odbyła się w klubie UV.

 

 

 

Uważasz, że wskazane byłoby, żeby miasto mocniej wspierało kluby, czy inicjatywy stawiajace na promowanie lokalnej kultury?

Biorąc pod uwagę wzrost cen wynajmu prywatnych przestrzeni w centrach miast, trudno jest prowadzić klub taki jak UV, płacąc taką samą stawkę za wynajem co filia banku. Ja sam przez lata prowadzenia kolejnych klubów byłem mocno zorientowany na centrum, że  jest tylko Piotrowska, a nic poza nią nie ma znaczenia. Szczęśliwie skończył mi się już ten lot.

 

 

 

Kiedy organizowaliśmy jedną z pierwszych imprez w klubie W3 na ul. Struga, to na podwórku, które należy do tej fabryki usłyszałem taką totalną ciszę i brak charakterystycznego dla centrum zgiełku, że aż mnie zamurowało

 

 

 

Widać to po zmieniającej się lokalizacjach twoich klubów, które coraz bardziej odsuwają się od centrum.

Zgadza się, natomiast, to nie jest też tak, że nie chciałbym mieć klubu w centrum. Wymusza to sytuacja finansowa. Jednak z czasem zacząłem zauważać także walory dalszej lokalizacji. Kiedy organizowaliśmy jedną z pierwszych imprez w klubie W3 na ul. Struga, to na podwórku, które należy do tej fabryki usłyszałem taką totalną ciszę i brak charakterystycznego dla centrum zgiełku, że aż mnie zamurowało. To jest zajebiście pozytywna wartość. Z resztą Łódź, zwłaszcza teraz późną wiosną kiedy rozmawiamy, jest piękna i niesamowicie zielona, nie mam pojęcia czemu tak długo byłem zafiksowany jedynie tę betonową Piotrkowską.

 

Dziwne industrialne wnętrze, instalacja artystyczna z poszarpanego materiału, pomarańczowe światło

 

Fashion Leak 2.0, OFFset, fot. Marcin Polak

 

 

Wróćmy do ilości zgłoszeń na konkurs New Gens Music, była ona dla Ciebie zaskoczeniem? Zastanawiam się skąd te wszystkie zespoły, soliści i solistki się wzięli?

Nie zdawałem sobie sprawy z istnienia tak wielkiej ilości młodych kapel, dopóki w UV nie zaczęliśmy współpracować z Adamem Kicińskim z zespołu Retain Mind organizującym cykl Raw Wave, oraz z Jankiem Sobczyńskim z Festiwalu Piła. Na ich wydarzeniach dosłownie roiło się od młodych kapel grających głównie ostrzejsze odmiany muzyki gitarowej, ale również od całkiem nowej młodej publiczności, która szczelnie wypełniła klub. Dlatego ilość zgłoszeń na New Gens Music nie jest dla mnie aż tak ogromnym zaskoczeniem. Mimo to nadal jestem w szoku, że jest tak wiele ciekawych nowych rzeczy. Wczoraj w konkursie prezentował się taki fajny koleżka, na oko 15 lat, Frank Prega. Owszem, nie jest to jeszcze twórczość zbyt równa w sensie produkcyjnym, czy wykonawczym, ale jeśli chodzi o walor artystyczny śmiało można dostrzec u niego wiele unikalności na miarę Franka Warzywo. Jestem przekonany, że za kilka lat dojrzeje do bycia muzykiem przez duże „M” i będzie o nim głośno.

 

Trzech chłopalów z długimi włosami stoi na rampie dla deskorolkarzy

 

Retain Mind, fot. materiały organizatorów

 

 

Czy te wszystkie zespoły funkcjonują w ramach jakiejś zorganizowanej sceny? Zastanawiam się czy i jak zmienił się model kulturowego funkcjonowania takich scen. W przypadku zjawiska, o którym opowiadasz nie byłem świadomy jego istnienia, moje sprawdzone kanały informujące o nowych zjawiskach muzycznych w tym przypadku całkowicie zawiodły.

Tak, funkcjonuje to jako scena, choć z pewnością odbiega od tego jak wyglądała ona w czasach kiedy to my jako młodzi chodziliśmy na koncerty. Z pewnością nie są już istotne tak charakterystyczne dla lat 80., czy 90. podziały subkulturowe. Młodzi traktują to bardziej, że tak powiem postmodernistycznie, z większą dozą ironii. W ich przypadku możemy chyba mówić nawet bardziej o pewnej wspólnocie, w której raz występujesz na scenie, a później stoisz pod nia i dopingujesz kumpli, którzy wcześniej słuchali ciebie. Organizując swoje festiwale, nie muszą ściągać kapel, martwić się o świeżą krew, mają jej nawet za dużo. Cały czas pojawiają się nowe składy, a ich poziom jest zajebisty i jeszcze ludzie chcą tego słuchać!

 

 

 

Z pewnością nie są już istotne tak charakterystyczne dla lat 80., czy 90. podziały subkulturowe. Młodzi traktują to bardziej, że tak powiem postmodernistycznie, z większą dozą ironii. W ich przypadku możemy chyba mówić nawet bardziej o pewnej wspólnocie, w której raz występujesz na scenie, a później stoisz pod nia i dopingujesz kumpli, którzy wcześniej słuchali ciebie

 

 

 

A potrafiłbyś ich scharakteryzować?

To są wrażliwi, inteligentni młodzi ludzie zafascynowani nową falą, metalem, punkiem i kontrkulturą, zarówno muzyką jak i całą otoczką. Z zaciekawieniem przyglądam się jak wiecznie żywymi emblematami pozostają czarne okulary, czy skórzane kurtki. Mimo, że wcześniej  wspominałem, że podziały na scenie nie są tak mocne jak dawniej, to również tu, na łódzkim niezalowym gruncie zdarzają się lekkie animozje i twórcze rywalizacje, jak między SZ.A.J.S.-em, a Kresami (ciekawie będzie przyglądać się jak konkurują ze sobą w finale NGM). Oczywiście powinniśmy przy okazji zdać sobie sprawę, że rozmawiamy o niszy, bo przecież funkcjonuje również równolegle scena hip-hopowa o nieporównywalnie większych zasięgach i kręgu oddziaływania na młodą publiczność. Natomiast ten margines jest jednak na tyle istotny, że warto mieć na nich oko i traktować właśnie jako scenę.

 

 

Panuje obiegowa opinia, że żyjemy w najlepszych czasach do tego żeby zostać artystą (dostępność sprzętu, narzędzi produkcji, dystrybucji, promocji). Jakbyś porównał obecne możliwości młodych twórców do swoich doświadczeń z czasów kiedy zaczynałeś grać?

Paradoksalnie wydaje mi się, że oni mają dużo gorzej. Nie wiem na ile te wszystkie projekty muzyczne na New Gens Music są traktowane serio, czy są realizowane na czas dorastania, czy jako wizja na życie i podbijanie list przebojów. Jedno i drugie jest dla mnie istotne i wartościowe. Natomiast w tym drugim przypadku możliwość życia z wykonywania muzyki jest obecnie skrajnie trudna, głównie jeśli chodzi bariery w przebiciu się do szerszej świadomości słuchaczy. Na pewnym poziomie profesjonalizacji istnieje już pułap ustanowiony przez wytwórnie muzyczne, czy układy biznesowe, który naprawdę trudno sforsować. Gdyby chcieć przebić ten sufit i z kapelą lokalną, niszową dostać się do mainstreamu to wydaje się to niezwykle trudne. Oczywiście mówię to w kontekście jeszcze starego modelu budowania kariery muzycznej, bo obecnie jeżeli uda ci się osiągnąć viralowe zainteresowanie w social mediach, to masz możliwość olania tych układów towarzysko-artystyczno-biznesowych, które ciążą nad tymi wszystkimi telewizyjnymi talent show i karierami wybieranych tam twórców. Możliwości efektywnego self publishingu w internecie jest jednak mocno ograniczona, bo rządzi się nie do końca przewidywalną logiką. Próba naginania pod nią swojej twórczości zawsze obciążona jest ryzykiem utraty kreatywności i autentyczności, kombinowaniem jaką muzykę nagrać, żeby była lepiej klikalna. Takie myślenie, jest samookaleczaniem się artystów.

 

trzech mężczyzn i kobieta stoją na tle blokokowiska

 

For example John, fot materiały organizatorów

 

 

Zastanawiałeś się w takim razie nad motywacją młodych do grania w czasach, w którym łatwiej i szybciej byłoby im napisać prompt i przy pomocy botów nabijać odtwarzanie utworów w serwisach streamingowych?

Jak lubisz coś robić i to robisz, powtarzasz setki razy, szlifujesz formę, to finalnie jesteś coraz lepszy. Nauka tego staje się twoim celem życiowym, poza którym nie ma nic innego. Cały czas powstaje fajna muzyka, młodzi ludzie słuchają fajnej muzyki. Dostrzegają też możliwość, że rzeczy, których słuchają są w stanie samemu nagrywać, ponieważ mają do dyspozycji wszystkie te nowoczesne narzędzia, które można podpiąć choćby pod iphone'a. Robienie muzyki, kręcenie teledysków to zajebista frajda. Nie wydaje mi się, żeby ktokolwiek komu przyświeca artystyczna idea chciał z tego zrezygnować.

 

 

 

I właśnie naprzeciw tej pasji powinna wyjść jakaś instytucja miejska, która potrafiłaby objąć te działania swoją kuratelą

 

 

 

Odnoszę wrażenie, że to młode pokolenie muzyków, już na wstępnym etapie tworzenia góruje nad wszystkimi swoimi poprzednikami umiejętnością gry, wykształceniem, wiedzą jak i do czego użyć instrumentów.

Tak i jeszcze słuchają dużo muzyki. Grzebią w starych rzeczach i wkładają w to dużo zapału i energii. I chwała im za to, że poświęcają swój czas na granie i mają artystyczne ambicje bycia muzykami, że zadają sobie codzienny trud zgłębiania tajników gry na instrumentach, że nie idą na łatwiznę i nie zostają dj-ami, bo umówmy się, obsługa konsoli to jest jednak coś banalnie prostego. I właśnie naprzeciw tej pasji powinna wyjść jakaś instytucja miejska, która potrafiłaby objąć te działania swoją kuratelą. Tak jak w przypadku organizowanego przez Miejską Strefę Kultury konkursu New Gens Music.

 

dwie dziwczyny, trzech chłopaków w kafelkowym pomieszczeniu, zdjecie zespołu muzycznego

 

Norbalana, fot. materiały organizatorów

 

 

Biorąc pod uwagę skład jury New Gens Music (Maciej Werk, Marcin Tercjak, WaluśKraksaKryzys, Michał Wiraszko) można założyć, że preferowane będą w głównej mierze projekty gitarowe?

Niekoniecznie, choć możliwe, że ten skład mógł potencjalnym uczestnikom taki kierunek zasugerować. Nie jest jednak tak, że zawężamy sobie pole widzenia, po prostu mam wrażenie, że najwięcej w muzyce tworzonej przez młodych ludzi dzieje się (poza hip-hopem) właśnie w odmianach muzyki gitarowych. Ja słucham dużo różnej muzyki i bardzo liczyłem na więcej rapowych składów, ostatecznie zgłosiły się dwa, żaden jednak nie wszedł do finału.

 

 

 

Jak w oceniasz poziom artystyczny konkursu. Co grają młodzi z Łodzi?

Do finału weszła m.in. dziewczyna z bardzo interesującym projektem solowym pod nazwą AABSURD. To muzyka z pogranicza shoegaze i klimatów z wytwórni 4AD. Występuje z gitarą, a reszta dźwięków pochodzi z przygotowanych również przez nią podkładów. Bardzo namawiamy ją z członkami jury, żeby na występ finałowy znalazła muzyków i spróbowała choć część swojego repertuaru zagrać z nimi. Z pewnością nabierze to wtedy jeszcze większej wyrazistości.

 

 

 

Tego typu projekty mimo dużego potencjału artystycznego giną w morzu nowych rzeczy. Brakuje opiniotwórczego medium, które by młodym ludziom wskazywało kierunki rozwoju

 

 

 

Faktycznie zaciekawiły mnie jej nagrania, jak również zaskoczyło, że najpopularniejszy na YouTube utwór zebrał ledwie ponad 50 odtworzeń.

Tego typu projekty mimo dużego potencjału artystycznego giną w morzu nowych rzeczy. Brakuje opiniotwórczego medium, które by młodym ludziom wskazywało kierunki rozwoju. Za moich czasów było tego zatrzęsienie. Czytając „Na Przełaj”, „Magazyn Muzyczny”, „Non Stop” dowiadywałeś się czego warto słuchać, co jest fajne. Dzisiaj młodzi skazani są sami na siebie oraz na algorytmy.

 

 

 

Kolejnym finalistą jest SZ.A.J.S., side projekt członków jazzowego Kosmosu. To świetni muzycy z łódzkiej Akademii Muzycznej, co bardzo wyraźnie słychać w ich nagraniach. Wiedzą co i jak grać, a jednocześnie mający sceniczną charyzmę i umiejętność brawurowego adaptowania w swojej muzyce różnych stylistycznych inspiracji. Wydają mi się mocnym faworytem konkursu.

To już jest w zasadzie gotowy, profesjonalny projekt. Wiedzą czego chcą i osiągają to perfekcyjnie.

 

Czterech mężczyzn na tle rzeżby

 

SZAJS, fot materiały organizatorów

 

 

Do finału wszedł również Retain Mind, zespół wspomnianego Adama Kicińskiego organizatora Raw Wave.

Wyraziste ostre granie inspirowane post-punkiem, grungem…

 

 

… ja usłyszałem tam nawet jakieś echa Iron Maiden.

…ja też. Ten zespół jest kolejnym przykładem tego, jak młodzi twórcy biegle  poruszają się pomiędzy popkulturowymi kodami i jak inspiruja się muzyką, której nie wymyślili. Duże wrażenie zrobiły na mnie także Kresy, CTRL-Z, czy Morgan Morrison. Znakomite jest Potato Stonks, które gra klasycznego rocka ale w odmłodzonym,  zaktualizowanym wydaniu. Bardzo podobał mi się Konglomerat, który czerpie z przesterowanego grania spod znaku wczesnego Radiohead. Wszystkie te projekty łączy miłość do gitary, choć z reguły podejście to jest niezwykle wszechstronne i eklektyczne.

 

pięciu mężczyzn w windzie

 

KRESY, fot materiały organizatorów

 

 

Dostrzegasz w twórczości zespołów biorących udział w NGM jakieś inspiracje lokalną łódzką kontrkulturą muzyczną?

Oczywiście że tak. Słynna łódzka zimna fala, łódzki punk, industrial - to wszystko obecne jest w muzyce młodych kapel. Czasem te odwołania są podane wprost, otwartym tekstem, jak np. w przypadku zespołu Martyrmachine, który nie powstałby, gdyby nie bogata łódzka tradycja kultury industrialnej, kultywowana od lat przez Wiktora Skoka. Oni akurat nie wzięli udziału w przeglądzie ale stanowią bardzo istotny element młodej sceny.

 

 

 

      Wczoraj w konkursie prezentował się taki fajny koleżka, na oko 15 lat, Frank Prega

 

 

 

Czy warstwa literacka też jest oceniana? O czym łódzka młodzież śpiewa swoje piosenki?

Oczywiście, że jest brana pod uwagę. Najbardziej ujął mnie w tym przypadku Frank Prega. Jego teksty oparte są na absurdalnych skojarzeniach, które układają się w jakiś niezwykły sposób opisywania samego siebie, trudności w nawiązywaniu kontaktów, wyobcowania, czy fobii społecznych. Przekaz jaki z tego bije jest raczej negatywną diagnozą otaczającego nas świata. Ale odnoszę wrażenie, że jest to też temat, który od zawsze napędza istnienie kontrkultury. Poczucie, że świat jest chujowy bywa całkiem dobrą motywacja do założenia zespołu.

 

czarno-biały portret młodego mężczyzny

 

Frank Prega, fot. materiały organizatorów

 

 

A o butelkach z benzyną też śpiewają? Bo mnie brakuje wyrazistych postaw i buntowniczej energii w polskiej muzyce. Dostrzegasz takie postawy wśród uczestników konkursu?

Jeśli miałbym tych buntowniczych tropów szukać to z pewnością w muzyce Retain Mind. Ostre napierdalanie i darcie się jest cały czas w modzie.

 

 

 

Jakie korzyści przynosi uczestnikom udział w New Gens Music?

Największą wartością jest konsolidacja sceny. To ogromna zaleta, że mogą tam poznać ludzi podobnych do sobie, których nakręca robienie i przeżywanie muzyki. Staje się to polem wymiany doświadczeń, czy zdrowej artystycznej rywalizacji co niewątpliwie podnosi jakość sceny.

Istotną z mojego punktu widzenia korzyścią jest na pewno możliwość nagrania epki w profesjonalnym studiu. Zdaję sobię sprawę, że można to na dobrym poziomie zrealizować w warunkach domowych, ale raz w życiu warto wejść do prawdziwego studia i z prawdziwym realizatorem i nagrać muzykę najlepiej jak się da.

Kolejną wartością dla finalistów NGM są live sesje nagrywane w Radiu Łódź. Niebawem będą publikowane w social mediach wraz z opisami zespołów. Profesjonalnie zarejestrowana i zmontowana live sesja w studiu Radia Łódź, może być świetnym materiałem promocyjnym dla artystów.

 

 

 

Na koniec z dużą przykrością muszę zadać pytanie unoszące się nad wszystkimi rozmowami, dotyczącymi przyszłości młodych łódzkich artystów i artystek. Po co te wszystkie inicjatywy, jeśli wiele z tych uzdolnionych muzyczek i muzyków za chwilę ucieknie z Łodzi?

Zdaję sobie sprawę z tego zjawiska, i osobiście mocno ubolewam nad nim. Problem wydaje się jednak znacznie szerszy, bo Łódź jest najbardziej wyludniającym się miastem w Polsce, a młodzi ludzie po studiach nie chcą tu zostawać. Nie znam odpowiedzi jak ich zatrzymać w mieście, to problem do przepracowania na poziomie osób zarządzających Łodzią. Liczę, że ta praca u podstaw, którą wykonujemy z Miejska Strefą Kultury w ramach NGM będzie jakimś sygnałem dla tych młodych, że warto tu jednak zostać.

 

 

 

Artykuł opublikowano w ramach zadania "Miej Miejsce w kulturze 2026-2027" dofinansowanego z Programu Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego „Czasopisma" oraz z budżetu Miasta Łodzi w ramach Programu „Łódź pełna kultury ".

 

 

 

 

  _______________________

 

  

Jakub Wandachowicz – muzyk i autor tekstów, współzałożyciel zespołów Cool Kids of Death, Tryp oraz duetu sram. Od niemal 20 lat współtworzy kulturalne i klubowe oblicze Łodzi, związany z takimi miejscami, jak Dom, Konkret, UV oraz obecnie W3. W latach 2015–2017 był dyrektorem i współtwórcą festiwalu „Domoffon”, odbywającego się na terenie OFF Piotrkowska w Łodzi. Obecnie jest pomysłodawcą i koordynatorem przeglądu młodych łódzkich muzyków NEW GENS MUSIC, organizowanego przez Miejską Strefę Kultury. Ukończył filozofię na Uniwersytecie Łódzkim. Ojciec Helenki i Feliksa.

 

 

  _______________________

 

 

Bartosz Nowicki    krytyk muzyczny, recenzent od 2012 roku dokumentujący współczesną scenę polskiej muzyki eksperymentalnej i alternatywnej. Badacz dźwiękowy, field recordysta, realizator dźwięku, DJ. Laureat stypendium artystycznego Miasta Łodzi w 2025 roku.

 

 

  _______________________

 

 

  _______________________

 

 

Zdjęcie główne. Kuba Wandachowicz, fot. archiwum prywatne