Dla kogo robiona jest wystawa? — to pytanie zwykle towarzyszy mi podczas odwiedzin w muzeach, galeriach sztuki i centrach kultury. Niespodziewanie mogłam o nim zupełnie zapomnieć, doświadczając „Migotliwości Synaps” — wyjątkowej ekspozycji, która od 5 marca do 11 czerwca gościła (i ugaszczała) w Trafostacji Sztuki w Szczecinie. To kolejna w tym roku wyjątkowa realizacja Kota — osoby kuratorskiej, aktywisty i badacza — coraz wyraźniej formującego własny, bezkompromisowy język, oparty na skrzyżowaniu doświadczenia osobistego, merytorycznej rzetelności i silnego namysłu nad dostępnością.
Wystawa „Migotliwość Synaps” w szczecińskim Trafo przypomina, że jednym z najmniej dostrzeganych przywilejów jest możliwość poruszania się po codzienności bez konieczności nieustannej ochrony przed przebodźcowaniem. Świat sformatowany jest na podstawie założenia, że wszyscy odczuwamy dźwięk, światło czy dotyk w podobny sposób, a impulsy z zewnątrz stanowią jedynie neutralny szum. Tymczasem percepcja rzeczywistości nigdy nie jest jednolita — każda przestrzeń i każdy gest coś umożliwiają — i coś ograniczają. To percepcyjne zróżnicowanie nie jest tylko teoretycznym stwierdzeniem; znajduje ono odbicie w pragmatycznych elementach realizacji wystawy. Zarówno fizyczna organizacja przestrzeni, jak i dobór prac współgrają z poetycko-retorycznym pytaniem zadanym w kuratorskim tekście: „Co by było, gdyby nasze umysły były konstelacjami gwiazd?”. To pytanie prowadzi całą narrację wystawy, wybrzmiewając w jej założeniach kuratorskich, rozwiązaniach architektonicznych oraz sposobach komunikacji z publicznością.
Obiekty i sytuacje, które skłaniają do wyobrażenia sobie innych perspektyw, poczucia nowych emocji, czasem przyjęcia niewygodnej pozycji ciała, a czasem doświadczenia niespodziewanego momentu rozpoznania...
Na pierwszym piętrze, z ciepłego ciemnoróżowego półmroku, wyłaniają się wyspy światła — autonomiczne mikroświaty: migoczący „Końkrokodyl”, nieduży rozświetlony namiot, ceramiczne i fotograficzne fragmenty rzeczywistości. Obiekty i sytuacje, które skłaniają do wyobrażenia sobie innych perspektyw, poczucia nowych emocji, czasem przyjęcia niewygodnej pozycji ciała, a czasem doświadczenia niespodziewanego momentu rozpoznania — odnalezienia siebie w jakiejś pracy i zauważenia własnych, większych lub mniejszych inności.
Prace na drugim, bardziej stonowanym kolorystycznie i świetlnie piętrze, odnoszą się bardziej do strategii radzenia sobie z trudnościami, ale one również uruchamiają doświadczenie na poziomie rozumowym, cielesnym i emocjonalnym. Scenografia do projekcji filmowej udostępnia rzeźby — „muszle” do stimowania; biurko z flamastrami przenosi nas do pokoju młodej artystki procesującej świat czarno-białymi portretami; a „Odbodźcowalnia” — prototyp autorskiej, ale kolektywnie rozwijanej destymulującej przestrzeni odpoczynku dla mieszkańców miasta — zaprasza do wyciszenia i wypróbowania obciążeniowych akcesoriów, wyciszających słuchawek czy sensorycznych mat.
Poza dwiema głównymi salami „Migotliwość” wychodzi również poza logikę białego sześcianu: na fasadzie Trafostacji dumnie powiewa flaga Neuromarzeń, a w księgarni TRAFO Books & Coffee odwiedzający mogą sięgnąć po trzy zaproszone zinowe publikacje. Oba te formaty rozszerzają sposób i przestrzenie odbioru wystawy.
Ten wątek rozwija się dalej w wypowiedziach osób artystycznych, które współtworzą wystawę. Z ich perspektywy neuroróżnorodność nie jest kategorią abstrakcyjną, lecz doświadczeniem codziennym, często ambiwalentnym
Jak wspomina Kot — sam będący osobą neuroatypową — impulsem do powstania wystawy były zarówno własne doświadczenia jak i badania prowadzone w ramach stypendium im. Bogny Olszewskiej MSN i Fundacji Nieograniczona. Możliwość rozmów z osobami neuroodmiennymi, transpłciowymi i niebinarnymi była znaczącym czynnikiem: „Dowiedziałem się bardzo wiele o tym, jak wiele różnorodnych sposobów myślenia i czucia jest w neuroodmienności…W procesie pracy nad wystawą kluczowe były troska o indywidualną wrażliwość osoby artystycznej, uważność na zróżnicowane sposoby komunikacji, percepcji sztuki i potrzeby”.
Ten wątek rozwija się dalej w wypowiedziach osób artystycznych, które współtworzą wystawę. Z ich perspektywy neuroróżnorodność nie jest kategorią abstrakcyjną, lecz doświadczeniem codziennym, często ambiwalentnym. Jak pisze Mateusz Kowalczyk, bywa ona „obszarem bezpieczeństwa, samotności, robienia bardzo małych i bardzo dużych kroków”, ale też ciągłym balansowaniem „między byciem zupełnie niezrozumianym a zbyt dosłownym”. Anna Bielawska podkreśla z kolei wymiar wspólnotowy: „My, Osoby z m.in. ADHD, jesteśmy w mniejszości jeśli chodzi o standardy produktywności… Narzędziem, które pozwala przejmować pojęcia i przesuwać granice normatywności jest umacnianie wspólnotowości, w których praktykowana jest wzajemna troska”. Ten gest opiekuńczości i współobecności wyraźnie rezonuje z logiką całej wystawy. Z kolei Zofia Kuligowska opisuje neuroróżnorodność jako sytuację poznawczą: „to ona pokazała mi, że w niestandardowy sposób kojarzę słowa z ich znaczeniami”, co pozwala jej swobodniej kwestionować sztywne definicje i otwierać przestrzeń dla innych form myślenia.
Ta strategia czyni z niej nie tylko spójną wystawę, ale również ważny głos w dyskursach instytucjonalnych
Jednym z najważniejszych założeń kuratorskich wystawy było stworzenie bezpiecznych ram i oddanie głosu neuroróżnorodnej społeczności. Dlatego poza zaproszeniem pięciu osób artystycznych ogłoszono otwarty nabór, na podstawie którego wyłoniono kolejnych siedem projektów do zaprezentowania w Trafostacji. Wystawa powstała więc częściowo „od wewnątrz” tej grupy doświadczeń, a jednocześnie została zaprojektowana z myślą o możliwie szerokim spektrum odbiorców. Ta strategia czyni z niej nie tylko spójną wystawę, ale również ważny głos w dyskursach instytucjonalnych. Przez renegocjowanie warunków odbioru i wpisanie dostępności w sam proces powstawania, projekt staje się dowodem na to, że dostępność nie wymaga wyłącznie zasobów, lecz przede wszystkim uważności i gotowości do wsłuchiwania się w różne sposoby doświadczania świata.
Tego typu projekty reprezentujące doświadczenia marginalizowanych grup często niosą ze sobą etyczne niebezpieczeństwa. W takiej sytuacji zawsze istnieje ryzyko egzotyzacji doświadczeń, estetyzowania wykluczenia lub trudności, czy też próby podporządkowywania przekazu wszystkich prac jednej narzuconej z góry tezie. W tym przypadku jednak wystawa konsekwentnie unika domknięcia jednej narracji. Jeśli buduje wspólną opowieść, jest nią raczej afirmacja różnicy oraz uznanie wielości sposobów doświadczania świata.
Co z tymi, które dopiero je nazywają? Im bardziej inkluzywna staje się definicja, tym wyraźniej ujawnia się jej nieostrość — i nie jest to wyłącznie problem tej wystawy, lecz strukturalne napięcie każdej praktyki reprezentacji, której chyba nie da się do końca uniknąć
Pewne wątpliwości wobec tego spójnego i przejrzystego konceptu może budzić mechanizm otwartego naboru. Definicja zaproszonych osób była szeroka, obejmowała osoby neuroatypowe, opiekujące się oraz asystujące, co zwiększało inkluzywność, ale jednocześnie otwierało pytanie o granice przynależności. Co z osobami bez diagnozy, które rozpoznają u siebie podobne doświadczenia? Co z tymi, które dopiero je nazywają? Im bardziej inkluzywna staje się definicja, tym wyraźniej ujawnia się jej nieostrość — i nie jest to wyłącznie problem tej wystawy, lecz strukturalne napięcie każdej praktyki reprezentacji, której chyba nie da się do końca uniknąć. Poza silnym naciskiem na neuroróżnorodne perspektywy, równie wiele uwagi poświęcono praktykom szerzej rozumianej dostępności, która generalnie często traktowana jest w instytucjach jako komplikacja rozwiązana zestawem prowizorycznych dodatków do gotowych wystaw. W tym przypadku jednak została ona wpisana w samą strukturę projektowanej wystawy: w galeriach zadbano o ciszę; dźwięk zamknięto w słuchawkach. Brak też ostrych zapachów czy agresywnych rozbłysków światła. Oba piętra wystawy oferują opisy w języku prostym, przedprzewodnik, audioprzewodniki, oraz — co szczególnie istotne — materiały haptyczne pozwalające na dotykowe doświadczanie prac. W efekcie dostępność jest tutaj podstawą planowania całej przestrzeni.
W tym kontekście powraca pytanie postawione na początku: dla kogo robiona jest wystawa, kto powinien być domyślnym odbiorcą instytucjonalnych wyszarzeń i ekspozycji? „Migotliwość Synaps” odpowiada na te wyzwania w zdecydowany sposób, przeprojektowując fizyczną i wyobrażoną przestrzeń spotkania oraz stawiając sobie za główny cel wypracowywanie nowych strategii dostosowania instytucji do różnorodnych sposobów doświadczania świata.Nie jest więc tylko wystawą prac kilkunastu neuroatypowych osób artystycznych, lecz przede wszystkim przykładem kuratorskiej odpowiedzialności opartej na ogromie pracy badawczej, rozmów, współpracy z instytucjami zajmującymi się dostępnością — oraz zwyczajnej ludzkiej troski, która wychodzi tutaj z przestrzeni abstrakcyjnego dyskursu, stając się zmaterializowanym doświadczeniem.
I być może właśnie tutaj ujawnia się jej najbardziej istotny wymiar wystawy. Mam nadzieję, że „Migotliwość Synaps” zapisze się w historii polskiej myśli kuratorskiej oraz krytyki instytucjonalnej jako kluczowy punkt odniesienia w kwestii pracy z dostępnością, oraz jako realistyczna i działająca propozycja alternatywnego modelu współobecności w instytucji. „Migotliwość Synaps” nie kończy się więc na wyjściu z TRAFO. Zostaje jako pytanie o to, jakich instytucji nam potrzeba — i czy potrafimy wyobrazić sobie takie, dla których nienormatywność jest domyślnym punktem wyjścia.
_____________________
Grażyna Siedlecka jest kuratorką i autorką tekstów, działającą na styku sztuki współczesnej, fotografii, niezależnych publikacji i działań pozainstytucjonalnych. Współpracuje m.in. z magazynem Contemporary Lynx oraz Pismem Artystycznym Format. Jest inicjatorką platformy Fresh From Poland i kolekcji Archive on the Loose. Studiuje Kuratorstwo i Realizację Wystaw na Akademii Sztuki w Szczecinie. Członkini IKT – International Association of Curators of Contemporary Art oraz Curatorial Ethics Network (CEN), stypendystka Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego oraz Prezydenta Miasta Szczecin.
_____________________